Witam ponownie czyli Pro Publico Bono

Szanowny Czytelniku !
Mija właśnie rok od zawieszenia działalności strony www.mojeprabuty.pl i zanim wyjaśnię dlaczego tak się stało, powrócę jeszcze do tego, w jakich okolicznościach ona powstała.
Nigdy nie ukrywałem, że moje pisanie miało wprowadzić trochę zamieszania w epoce absolutyzmu – bo tak widziałem ostatnie lata rządów minionego burmistrza. Prabuty były miejscem „wyleczonym” z wszelakich dyskusji i różnic poglądów. Król Słońce decydował, a Dwór realizował. Siedział cicho i jeszcze miał dbać o to, aby nie było szemrania. Pretensji do tych ludzi mieć nie można, bo każdy bał się o swoją pracę. Co innego, gdy ktoś realizował te doktryny bardzo usłużnie.
Przez bardzo krótki okres czasu do dworu, czyli administracji publicznej, należałem także ja. Dość szybko zakończyłem jednak karierę, oficjalnie z powodu złego wykonywania swoich obowiązków. Myślę, że mógłbym na ten temat podyskutować. Ale było minęło. Wspomnę jeszcze tylko o standardach jakie wówczas obowiązywały przy wyrzucaniu ludzi z pracy. 31 marca o godzinie 14 poinformowano mnie, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom, moja umowa nie będzie przedłużona na dalszy czas. Zatem 1 kwietnia byłem bez pracy i miałem na karku kilkudziesięciotysięczną pożyczkę zaciągniętą na kupno domu. Brałem tę pożyczkę, bo przecież obiecano mi pracę w prabuckiej administracji. Wówczas jeszcze naiwnie myślałem, że słowo „człowieka na stołku” coś znaczy…
Zamykając za sobą drzwi Domu Kultury wiedziałem, że tak tej sprawy nie zostawię. Że nie dam się tak po prostu odstawić na boczny tor. Tym bardziej, że nie byłem jedyny któremu się to i owo w Prabutach nie podobało. Ale chyba najbardziej zdeterminowanym, aby coś z tym zrobić. Moja determinacja wzrastała jeszcze bardziej, gdy widziałem zdziwione miny ludzi widzących mnie wkrótce potem w pomarańczowej kamizelce, z łopatą w ręku. Dla wielu wydawało się niemożliwym, aby niedawny „urzędas” podjął się prostej pracy fizycznej. Dla mnie nic dziwnego w tym nie ma, bo facet nie powinien się wstydzić żadnej uczciwej pracy. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim życzliwym mi ludziom, którzy to wówczas rozumieli oraz tym, którzy mi wówczas pomogli. To dzięki nim, nie musiałem wyjeżdżać z Prabut za chlebem.
W końcu odpaliłem swoją stronę internetową. Tutaj przytoczę anegdotkę – zaraz po jej uruchomieniu dostałem propozycję współpracy medialnej z pewną prabucką instytucją! Zapytano mnie, czy nie chciałbym publikować ich ogłoszeń! Pół Prabut domyślało się, że Ochałek rozpoczął właśnie batalię z prabuckim „Wersalem”, tylko sam „Wersal” się tego nie domyślił. Jednak już po kilku artykułach wątpliwości się rozwiały.
Czy ta strona narobiła trochę zamieszania, niech ocenią Ci, którzy ją czytali. Oczywiście mojeprabuty.pl nie były tylko szpilkami w naszą administrację, starałem się pisać o różnych sprawach. Najgorzej chyba mi to nie wychodziło, skoro licznik odwiedzin przekroczył 70 tysięcy wejść.
W listopadzie ubiegłego roku, na skutek wiatru zmian politycznych zaczynającego wiać w całej Polsce, zmienił się w Prabutach burmistrz, zmieniło się wielu radnych. Czy dołożyłem do tego jakąś cegiełkę? Chyba tak, tym bardziej że sam zostałem radnym (choć tutaj akurat zależało to od tych, którzy na mnie głosowali – dziękuję). Co prawda wielu liczyło, że zmiany posuną się jeszcze dalej, ale póki co, jest jak jest. Niemniej w Prabutach jakby lepiej się teraz oddychało, choć są tacy, którym oddycha się teraz nieco trudniej.
Po tym bardzo długim wprowadzeniu, przejdę teraz do meritum. Dlaczego wracam do pisania i dlaczego dopiero teraz? Dopiero teraz, bo potrzebowałem trochę czasu, aby oswoić się ze swoją nową funkcją oraz ogarnąć nową stronę (poprzednia padła z przyczyn technicznych), co nie jest łatwe, gdy jest się kompletną nogą z informatyki. Po cichu liczyłem też, że takim społecznym nośnikiem opinii stanie się nowa Gazeta Prabucka. Nie udało się, ale to temat na osobną opowieść.
Dlaczego zaś wracam do pisania? Bo lubię i ciężko mi bez tego wytrzymać. Dopóki żadna z bliskich mi osób  (czyli takich, co oprócz ciepłych słów potrafią także posłać gromów kiedy mi się należy) nie rzuca we mnie kamieniami za te pismactwa, to chyba nie muszę się z tym moim hobby ukrywać. Bo ten Ochałek, to prosty chłopak który wychowywał się na szarej ulicy 15 Grudnia. Niezależnie od tego, czy ktoś widzi we mnie radnego w wyprasowanej koszuli, dziwaka od odkopywania historii czy słuchającego punk rocka kibica prowadzącego treningi bokserskie, to ten Ochałek zawsze mówi to, co leży mu na sercu i wątrobie. Nie po to, aby robić ferment lub zdobywać popularność, ale żeby poprawiać to, co szwankuje. Dla dobra nas wszystkich. Pro publico bono…