Welcome in Prabuty

Komentując pewne sprawy, czasami chciałoby się zacząć od steku brzydkich wyrazów. Albo – jak to często bywa w przypadku działań ludzkich – złapania kogoś za łeb i połamania go, gdzie tylko się da.

Tak jest w tym przypadku. Wczoraj obiegła Prabuty informacja o spaleniu przez nieznanego sprawcę kontenerowej siedziby prabuckich morsów nad jeziorem Sowica. Używam określenia „nieznany sprawca”, choć należy raczej nazwać to bardziej po imieniu. Czegoś takiego mógł dokonać tylko debil, prymityw i śmierdzący gnojek. Osobnik, który absolutnie nie powinien funkcjonować pomiędzy społeczeństwem, dla którego bezludna wyspa byłaby i tak nadmiarem łaski na życie.

Niestety, tacy się zdarzają i to wszędzie. Kwestia tylko czy jest ich mniej czy więcej i czy mają możliwości się w swym prymitywizmie bezkarnie realizować.

Niestety, nasze miasto w ostatnich czasach jest miejscem, gdzie prymitywy i wandale mają się całkiem dobrze. Prabuty upadają społecznie, choć niektórzy choćby nie wiem co, będą temu zaprzeczać. Patologia bawi się u nas w najlepsze, bo czuje się bezkarna, bo normalni ludzie są mało widoczni i zamykają się w domach. Bo policji praktycznie nie ma, bo niemal wszystko uchodzi tutaj na sucho. Obrabowanie skarbonki w centrum miasta tuż pod kamerą, spalenie ławek na Murach, pobicia, niszczenie przystanków, kretyńskie popisy spray,ami na elewacjach (ostatnio znów dają znać o sobie „kibice”). Do tego jakby wszyscy się przyzwyczaili. Stało się, trudno, co zrobić…

Idealnym przykładem było podpalenie samochodu rok temu. najpierw bez żadnej reakcji auto było stopniowo dewastowane, aż w końcu kogoś poniosła fantazja i stwierdził, że wybijanie szyb już jest nudne. Auto zostało podpalone. I co? I nic, zabrano, je posprzątano, kamery niczego nie stwierdziły(??!!), temat zapomniany. Kto wie, może rozzuchwalony tamtym występem podpalacz, tym razem postanowił podpalić kontener nad Jeziorem…

Większość najlepszych prabuciaków, tych najinteligentniejszych i najbardziej operatywnych, wyjeżdża stąd. Ilość patologii nam za to nie maleje. Dlatego mamy prosty rachunek – robi się ona coraz bardziej widoczna, ma coraz więcej „przestrzeni życiowej”, dzięki czemu czuje się coraz pewniej. w latach ’90, kiedy Prabuty przeżywały swój złoty społeczny czas, wszelkiej maści szkodniki społeczne były skutecznie spychane na margines przez normalną większość. Dzisiaj jest odwrotnie. Do tego dochodzi nuda, brak zajęć dla młodych ludzi – także dla takich, którzy mogą w swoim życiu pójść w stronę dobrą albo złą. Kwestia tego jak i przy kim będą dorastać.

Dobrze by było, gdyby morsom i ich przyjaciołom (do których też się zaliczam) udało się ustalić podpalacza, bo w większości takich popisów dość łatwo można taką osobę wytypować. To co napiszę teraz, jest nienormalne, ale w słabym państwie bezprawia inne metody nie działają – więc życzę, żeby tej osobie przetrącono łapska i żeby wieść o tym rozeszła się po całych Prabutach. Ku przestrodze innym.

Artykuł dedykuję tym, którzy twierdzą, że w Prabutach JEST OKEJ i JEST FAJNIE. Tańczymy dalej i głowa w piasek. Do następnego takiego wydarzenia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *