Temat tabu

Pisząc wczoraj o porównaniu starych i obecnych czasów, trąciłem temat narkotyków. Jest to chyba dobra chwila, aby powiedzieć coś o tym głośniej. Bo jak na razie, jest to w Prabutach temat tabu.

Zacznę od tego, jak to u nas oficjalnie wygląda sprawa narkotyków. Mianowicie oficjalnie problemu z narkotykami w Prabutach nie ma!!! Co oczywiście można by potraktować jako Monty Python’owski dowcip, gdyby nie to, że to wcale nie dowcip. Wszyscy albo udają, że tematu nie ma albo funkcjonują w błogiej nieświadomości. Rzeczywistość jest jednak taka, że w Prabutach ćpa się na potęgę, w tym także ten najgorszy „towar” jakim są dopalacze. I to te tańsze, już od 15 zł za działkę.

Jak napisałem wyżej, oficjalnie problemu narkotyków u nas nie ma. To wnioski z tego co słyszę od kilku lat na spotkaniach z policją i przedstawicielami różnych naszych instytucji. No chyba tylko Pogoń głośno mówiła, że granie w piłkę może odciągać od narkotyków. Oczywiście, wiele osób doskonale wie, że realia są mniej różowe, zdają sobie z tego sprawę zarówno szeregowi policjanci jak i wielu pedagogów, o zwykłych mieszkańcach interesujących się życiem nie wspomnę.

Kojarzy ktoś jakieś działania w Prabutach realnie wychodzące naprzeciw narkomanii? Mamy „oficjalną” walkę z ubóstwem/wykluczeniem społecznym, z przemocą w rodzinie, z alkoholizmem. Ale co do narkotyków, to tematu nie ruszamy. Dlaczego?

Może dlatego, że nie można na tym dać komuś zarobić, tak jak ma to miejsce na przykład w sprawach alkoholowych (jest coś takiego jak komisja antyalkoholowa, za członkostwo w niej dostaje się comiesięczne diety – zasiadają w  tam obecni i byli radni)…

Więc nie ma co roztrząsać, bo skoro o czymś się nie mówi, to tego nie ma. I fajnie jest, problem nie istnieje  i samopoczucie też dobre.

I tylko ten cholerny „robiący niepotrzebne zamieszanie pajac i karierowicz” wypisujący w internecie…

Wczorajszy „bohater” mojego artykułu, to chłopak którego znam. Wkurzył mnie niezmiernie tym co zrobił, bo wiem, że ma potencjał, aby wyjść na nieprzeciętnego faceta. Ściskam kciuki, aby to zajście było dla niego lekcją. Żeby się ogarnął. Jeszcze rok temu ten chłopak biegał po parku, jeździł do Kwidzyna trenować sporty walki. No właśnie. Jeździł do Kwidzyna, bo w Prabuty niczego mu nie oferowały (klasyczny boks który trenujemy u mnie, go nie „kręcił”).

Takich dzieciaków, do których nikt nie wyciągnął ręki, było i jest w Prabutach znacznie więcej. Nie ma tutaj dla nich niczego.

To właśnie chciałem podkreślić, kiedy pisałem jakiś czas temu o „rozpieszczanych emerytach”. Że nie ma równowagi, że widzi się tutaj tylko ich.

I niech nikt mi nie pieprzy farmazonów, że do tych młodych ludzi nie można dotrzeć, bo jest wielu ludzi w Prabutach, którzy potrafią się doskonale dogadywać z młodzieżą, ta młodszą i ta starszą, tą grzeczniejszą i tą trudniejszą. Dlaczego w istniejącej zaledwie kilka miesięcy redakcji GP/informacji turystycznej, niemal codziennie zjawiało się kilkoro/kilkanaście takich dzieciaków? Które przychodziły pogadać, wypić herbatę, pograć w karty albo po prostu posiedzieć? To właśnie tam, w „Dziupli” (taka nieformalna nazwa przylgnęła do tego miejsca) pojawiła się idea, aby wspólnie zrobić ścieżkę w Parku. Jeśli ktoś nie zna efektów, to zapraszam na spacer przy Młynówce. Tę ścieżkę, do której realizacji miasto przez rok zbierało się jak pies do jeża, zrobiliśmy wspólnie z tymi dzieciakami w 2-3 tygodnie… I wcale nie kreuję się tutaj na „przewodnika” młodzieży, jak raczył zarzucić mi jeden z naszych prominentów. Takich ludzi, którzy szczerze chcieliby się podzielić serduchem z młodszym pokoleniem jest w Prabutach więcej. Trzeba tylko naprawdę chcieć to wykorzystać.

Wiem, że ten artykuł jest głosem wołającego w puszczy. Nikt nie wysłucha. Pozostaje mi zakończyć go tradycyjnym stwierdzeniem:

Może kiedyś będzie lepiej…