Śmieciowy problem

Śmieci to temat mało wdzięczny, ale uciekać się przed nim nie da. Im wyższy poziom naszego życia, tym więcej ich produkujemy. Problemem są jednak od zawsze. Gdzie je trzymać, gdzie wywozić, co z nimi ostatecznie robić?

Kilka lat temu wprowadzono w Polsce ustawę, która miała usprawnić system gospodarowania odpadami. Miało być lepiej. Z perspektywy mieszkańca raczej niewiele się zmieniło (poza tym, że jest drożej). Z perspektywy samorządów, jest więcej kłopotów. Z perspektywy małych lokalnych firm które wcześniej się tym zajmowały, było to niemalże zabójstwo tej działalności. Z perspektywy wąskiej grupy ludzi – właścicieli dużych firm które przejęły rynek oraz ludzi na stołeczkach w branży śmieciowej – jest to źródło bardzo dużych pieniędzy…

Wywozem odpadów z domów prywatnych oraz mieszkań w blokach i kamienicach zajmuje się firma z Grudziądza. Wywozem odpadów miejskich (na przykład z koszy chodnikowych) zajmuje się firma z Prabut. Organizacja tego wszystkiego spoczywa na władzach gminy. System generalnie działa, ale są jeszcze miejsca, gdzie konieczne są zmiany stanu obecnego.

Na przykład na podwórzu pomiędzy ulicą Orzeszkową a terenami ZSP. Tam kwestia śmieci przypomina XIX wiek.  Fotka mówi chyba wszystko:

 

Chociaż nie do końca. Nie widać na nich bowiem robactwa oraz szczurów. Jedna z mieszkanek opowiadała mi, że kiedyś, wychodząc przed dom na wieczornego papierosa, zaczęła się zastanawiać, kto z sąsiadów ma nowego pieska, kręcącego się przy śmietniku. Po chwili zobaczyła, że to nie piesek. To był tak upasiony szczur… Ten lub inny szczur potrafił też poprzegryzać wszystkie kable w skuterze przetrzymywanym w garażu tuż obok.

Mało tego, niemal przy śmietnikach znajduje się… ujście burzówki!

Na tym podwórku bawią się dzieci, tam mają żyć ludzie.  Robiłem te zdjęcia w dzień jeszcze nie tak bardzo upalny, późnym popołudniem. Kilka metrów od pojemników czuć było ich brzydki zapach.  Co tam się dzieje kiedy jest gorące popołudnie?? Mam cytować wypowiedzi ludzi, którzy tam mieszkają?

To, że nie jest to centrum miasta, nie oznacza, że mieszkańcom podwórka nie należą się normalne warunki życia, że można udawać, że nie ma problemu…

Pojemników jest na pewno za mało. W to miejsce wyrzuca śmieci 28 rodzin a wywózka jest raz na tydzień. To nie wszystko – do tych pojemników trafiają odpady z pobliskiego sklepu masarniczego! Teoretycznie ma on swoje kubły (stojące w tym miejscu) ale są one za małe, mieszkańcy twierdzą że szybko się one zapełniają i odpadki wrzucane są do pojemników zbiorczych. Mieszkańcy mówią też, że nikt nie konsultował z nimi lokalizacji śmietnika masarni na ich podwórku, co na pewno nie jest fair. Jeszcze ważniejsze są słowa pracownika sanepidu, którego zapytałem o zdanie na ten temat. Odpowiedź była jednoznaczna – TAK BYĆ NIE POWINNO!

Na logikę, sklep masarniczy powonień podpisać umowę z firmą zbierająca śmieci z terenu miasta, która dobierałaby te codzienne odpadki.

Druga sprawa, to lokalizacja. Pojemniki trzeba po prostu przenieść. Tutaj rozsądnym (i jedynym chyba możliwym rozwiązaniem) jest stworzenie normalnego PSZOKu na oddzielonym od szkoły terenie przy boisku. Oddzielonym i otoczonym zielenią, która tenże PSZOK by trochę kamuflowała i neutralizowała zapachy.

Niby proste. Ale jak wspomnę inne historie z uporządkowywaniem takich tematów (na przykład na ulicy Ogrodowej), to nie jestem optymistą…

Temat śmieci, to nie tylko kwestia odpadków których pozbywamy się z domu. To także temat ekologii, czystości, komfortu mieszkańców oraz estetyki miasta. Trzeba w końcu zająć się tym wszystkim kompleksowo, we współpracy ze spółdzielnią mieszkaniową i ZGM. Bo przykład z Orzeszkowej (i kilku innych!!!) pokazuje, że są jeszcze w Prabutach miejsca, gdzie sprawa jest załatwiona klasycznie po prabucku – czyli „jakoś”. A raczej „byle jak”.