Rasizm czyli hoplofobia

Dawno nie pisałem o poprawności politycznej – a raczej paranoi która zżera pół Europy oraz część „elit” w mojej ukochanej Ojczyźnie. Całe szczęście, że w Prabutach tego tematu nie ma, zaś kilkoro nawiedzonych ideologów wzbudza tylko i wyłącznie dobrotliwe politowanie ze strony reszty mieszkańców naszego małego „zacofanego i staroświeckiego kulturowo” miasteczka na granicy województw.

Kiedy w mediach głównego nurtu pojawia się informacja, że jakiś czarnoskóry piłkarzy ma coś do powiedzenia na temat rasizmu, to wiadomo, że będzie się można pośmiać. Tak, pośmiać, bo denerwować nie warto.

Kilkanaście dni temu przeczytałem o piłkarzu mojego ulubionego West Ham United. Żalił się mediom, że manager drużyny który podziękował mu za współprace, jest rasistą. To nic, że piłkarzyna był beznadziejny, to nic, że kłócił się z kolegami i psuł atmosferę. Skoro klub się go pozbył, to znaczy, że panuje tam rasizm. Akurat w przypadku West Ham United, pierwszego wielokulturowego klubu w Anglii jest to zarzut tak absurdalny, jak oskarżanie Eskimosów o komunizm. Przy okazji przypomniano historię innego czarnoskórego kopacza, który z podobnych powodów wyleciał z Lecha Poznań. Żeby w polskiej ekstraklapie zapracować sobie na łatkę lenia i słabiaka, to naprawdę trzeba być beznadziejnym piłkarzem. Ale po wyjeździe do Szwecji pan czarnoskóry piłkarz zaczął płakać nad tym, jakim to okropnym rasistowskim krajem jest Polska, jak ci okropni Polacy nie pozwalali biednemu czarnemu rozwinąć skrzydeł. Oczywiście Szwedzi współczuli i rozumieli. Po jakimś czasie okazało się jednak, że oni sami też są chyba rasistami, bo podziękowali biednemu czarnoskóremu „talentowi”. Tak był beznadziejny.

Wczoraj przeczytałem newsa z mojej drogiej Francji o panu piłkarzu Lilianie Thuram, czarnoskórym obywatelu Republiki który ewidentnie cierpi na rasistowską hoplofobię i od wielu lat szuka rasizmu gdzie się tylko da. Na marginesie, ożeniony jest z białą kobietą, z rodzinnej Gwadelupy (kraj ludności czarnoskórej, potomków ludzi których kilkaset lat temu sprzedali w niewolę inni czarnoskórzy) wyjechał aby żyć w luksusach we Francji, a po zdobyciu mistrzostwa świata w 1998 roku zachęcał swoich kolorowych kolegów z drużyny, aby fotografowali się bez towarzystwa białych. Kilka dni temu zadziwił poprzez ostre słowa dotyczące niewystarczającej walki z rasizmem w …Brazylii, a więc kraju gdzie wszystkie kolory skóry praktycznie wymieszały się w jeden opalony odcień. To jednak nie wszystko. Pan piłkarz zaatakował tymi słowami Pelego! Jaki kolor skóry ma Pele, to chyba każdy wie… Coś takiego mógłby wymyślić chyba tylko autor komedii. No i okazuje się, że poszukiwacz rasizmu z Francji też dał radę…

Piszę o tym w kontekście zjawiska wydumanego rasizmu w takich miejscach jak Prabuty i kreowania przez „nowoczesne” media obrazu rasistowskiej i pełnej uprzedzeń Polski – zwłaszcza tej prowincjonalnej, małomiasteczkowej. Obrazem z którym nigdy się nie zgodzę, mało tego – każdemu kto tak twierdzi, powiem prosto w oczy, że jest albo zakompleksionym albo bezdennie głupim idiotą, obrażającym swoich rodaków.

Ponownie będzie też o piłce nożnej, bo rzecz dotyczy trzech czarnoskórych piłkarzy którzy grali w naszej Pogoni kilka lat temu. Byli to napastnik Majkel, bramkarz Kennet i „Tolek” jak nazywali kibice rosłego obrońcę. Ten ostatni grał u nas najkrócej, jeden sezon w IV lidze. Lubiany przez kibiców i przez kolegów z drużyny, mówił nawet trochę po polsku. Wyjechał później grać na Maltę, ale zapamiętane mu było, że po przyjeździe na urlop do Polski, przyjechał do Prabut odwiedzić Klub i kolegów z drużyny. Bardzo fajny gość, którego Prabuty zapamiętały bardzo pozytywnie, mam nadzieję, że fajnie poukładało mu się w życiu.

Kennet grał u nas już po spadku do V ligi. Kolejny super koleżka, dusza człowiek, cały czas uśmiechnięty, komunikatywny pozytywnie nastawiony do życia. Też sporo mówił po polsku, z charakterystycznym dzwięcznym akcentem i oczywiście przekręcanymi końcówkami.Lubiany w Prabutach, ale też dobrze odbierany przez piłkarzy i kibiców z innych miejscowości. Wiem co mówię, bo regularnie z Pogonią wtedy jeździłem. Raz się zdarzyło, że został brzydko potraktowany przez zawodnika rywali i momentalnie w jego obronie stanęła cała nasza drużyna. Nie przypominam sobie innych incydentów, a przecież były to wioski i małe miasteczka, gdzie według wyborczych i tefałenów, aż kipi od ciemnogrodu i uprzedzeń…

No to jak to niby jest z tą rasistowską prowincjonalną Polską???

Mieliśmy jednak jeszcze trzeciego czarnoskórego gracza. Tutaj historia nie jest już jednak taka fajna.

Majkel przyszedł z tego co kojarzę jeszcze przed awansem do IV ligi. Na początku strzelał gola za golem, szybko stał się ulubieńcem kibiców. Trochę gorzej było jednak z integracją z drużyną. Ale nie dlatego, że był czarnoskóry. Chodziło tylko i wyłącznie o kwestie charakteru. Jak mówili Pogoniści, Majkel był po prostu „ciężki”. To jednak nie grzech, charaktery bywają różne.

Majkel znalazł w Prabutach partnerkę, która wkrótce zaszła w ciążę. Znaleziono mu pracę i dom. Jednak im bardziej stabilizowała się jego sytuacja życiowa, tym gorzej grał w piłkę. W końcu przestał grać zupełnie. Tajemnicą poliszynela jest, że chodziło o pieniądze, których Pogoń już po prostu nie miała. Po jakimś czasie ponownie poproszono Majkela o pomoc drużynie, bo sytuacja kadrowa Pogoni była naprawdę fatalna. Czy obiecano mu regularne pieniądze, to już pytanie do ówczesnego zarządu. Majkel pograł jakiś czas, strzelił kilka bramek. Oczekiwał za to pieniędzy. Kiedy ich ponownie zabrakło, zaczął symulować kontuzję, aż w końcu zniknął z Pogoni zupełnie. Przez cały ten czas nie zakumplował się z chłopakami z którymi grał, nic też nie mówił po polsku. A z w końcu zdarzyło się coś, czym u kibiców Pogoni (i nie tylko) przechlapał sobie zupełnie. Jakiś sobotni wieczór w Jokerze, jak zwykle gwarno, wesoło i życzliwie. Tego dnia odwiedził naszą knajpę także czarnoskóry były Pogonista (wcześniej go tam nie widywano). Od początku wyróżniał się na tle wszystkich – naburmuszoną miną i nieufnym rozglądaniem się. Każdy kto chodził do Jokera pamięta, że panował tam często tłok, do którego jednak wszyscy byli przyzwyczajeni. Kiedy ktoś kogoś szturchnął czy na kogoś wpadł, nie było to żadnym problemem. I zdarzyło się, że ktoś trącił stojącego przy drzwiach Majkela – sytuacja jakich dziesiątki wieczorami bywało. Tutaj jednak rozpoczął się lament i agresja ze strony czarnoskórego gościa. Zrobiło się zamieszanie, w trakcie którego „pokrzywdzony” zaczął wyzywać ludzi od… rasistów oczywiście. Oberwało się nawet próbującemu wyjaśnić sytuację stałemu bywalcowi knajpy, który jest jednym z najbardziej pokojowo nastawionych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem. Pewnie byłby długowłosym hippisem, gdyby nie to, że jest łysy. Pierwszy raz widziałem go tak wzburzonego – za te oskarżenia od rasistów właśnie…

Majkela już w Prabutach nie widać. Może wyjechał. Ale jego przykład doskonale pokazuje, jaką bzdurą jest oskarżanie społeczeństwa małych polskich miejscowości o jakieś rasizmy. W Prabutach, tak jak w setkach innych małych i dużych polskich miast, dla ludzi nie jest istotny czyjś kolor skóry, lecz charakter człowieka. Margines odstępstw od tej reguły, jest naprawdę niewielki.

Głupim jest ten, kto tego nie widzi, a rzucanie oskarżeń o rasizm na lewo i prawo, powoduje tylko śmiech politowania wśród ludzi rozsądnych. Polityczna poprawność jest już parodią samej siebie. Cieszę się, że moim mieście nikt normalny nie zaprząta nią sobie głowy.