Problem z remizą

Lepiej poinformowani prabucianie już pewnie wiedzą. W czwartek jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość, że plan nowej remizy dla strażaków napotkał ogromny problem.

Wybudowanie przyzwoitej siedziby Ochotniczej Straży Pożarnej to dla Prabut priorytet numer dwa, zaraz po przebudowie oczyszczalni. Oczyszczalnię musimy zrobić w tym roku, bo jeśli nie, unijne kary „ekologiczne” nas po prostu utopią. Konieczności stworzenia nowej remizy dla OSP tłumaczyć nikomu nie trzeba, a już na pewno komuś, kto zna warunki w jakich bytują obecnie nasi strażacy. Budynek który  użytkują obecnie, pamięta jeszcze przedwojnie, jak na dzisiejsze realia jest już niepraktyczny, a poza tym, najzwyczajniej w świecie się rozpada…

Dlaczego dopiero teraz podjęto działania mające na celu uporządkowanie kwestii siedziby dla OSP, to już pytanie do poprzednich władz naszego miasta. Dlaczego temat tej nowej remizy miał mieć rozwiązanie akurat w roku wyborczym, to też ciekawa para kaloszy, o której już się w poprzednich latach wypowiadałem. Przecież powinnyśmy ruszyć z tym z kopyta już 3 lata temu. Władze i większość radnych obrali jednak inne priorytety.

Ale trzeba też przyznać, że cegiełkę do tego przyłożyli także sami strażacy, poprzez wybranie mocno dyskusyjnej lokalizacji pod nową siedzibę. Ta lokalizacja, to teren za obwodnicą. Tam, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu były bagna. Sprawdzenie przydatności tego miejsca pod zabudowę trwało sporo czasu i przyniosło ekspertyzę pozwalającą na budowę lekkiej konstrukcji – ale po uprzednim palowaniu.

Z tym wyborem siedzimy, to zresztą dziwna historia. W 2015 roku powstał zespół do spraw lokalizacji i kształtu nowej remizy. Zgłosiłem się do pracy w tym zespole, jego członkami było także kilku innych radnych, burmistrz i jego pracownicy oraz prezes OSP w Prabutach, który przejął rolę lidera tego zespołu. Byłem przekonany, że będzie nad czym pracować. Tymczasem cała jego praca ograniczyła się do… jednego spotkania. Tyle było dialogu w tym temacie.

Dodam jeszcze, że osobiście od początku byłem zwolennikiem pomysłu, który podsunął mi prezes Pogoni, Ireneusz Ćwiek. Żeby nową siedzibę strażaków połączyć z nowa siedzibą piłkarzy, Jeden budynek (oczywiście odpowiednio duży), usytuowany na dzisiejszym boisku rezerwowym, podzielony na dwóch użytkowników. Jedna budowa, mniejsze koszty.

W którymś momencie okazało się, że remizę budujemy jednak za obwodnicą. Tak po prostu. Po kiego grzyba powstawał więc ten zespół mający analizować i dokonać miejsca na budowę remizy? Pytam, żeby pokazać, jak bardzo liczy się tutaj z głosem radnych, podobno przedstawicielami społeczeństwa…

A później powstał projekt tej nowej remizy. Także dyskusyjny, bo wyszło na to, że mamy budować bardzo duży i kosztowny budynek. 700 metrów kwadratowych powierzchni, cztery garaże, rozbudowane zaplecze socjalne (między innymi siłownia) czy wieża która miała pełnić tylko rolę dekoracyjną – to wszystko generowało koszty podnoszące wartość budowy oraz przyszłe wyposażenie i utrzymanie budynku, o czym mało kto chce rozmawiać. Niestety, w naszej gminie obowiązującą doktryna finansową jest założenie, że „jakoś to będzie”.

Oczywistym jest, że strażakom należą się godne warunki, żadne tam byle co na odczepnego. Ale nie jesteśmy zamożną gminą i nie stać nas po prostu na niektóre wymarzone sprawy. Niestety, nie wszyscy to rozumieli, takie odnosiłem wrażenie. I piszę te słowa jako szczery przyjaciel i sojusznik strażackiej sprawy oraz problemu z remizą, od początku w nią zaangażowany.

Wspomniane koszty… Wstępnie zakładaliśmy, że będzie to około miliona złotych, no może trochę więcej. Po pierwszym kosztorysie wyszło jednak… ponad dwa miliony. W tym najbardziej zastanawiający punkt, jakim było przygotowanie gruntu systemem palowania, miał kosztować 300 tysięcy złotych – dla porównania podam, że za taką kwotę strażacy z Kołodziej wybudowali sobie całkiem nową remizę… Ale licząc na półmilionowe dofinansowanie ze środków zarządu krajowego Straży Pożarnej, zapadła decyzja o budowie mimo dużych kosztów i braku środków w budżecie – między innymi na ten cel miasto zaciągnęło pożyczkę (zadłużenie miasta na koniec tego roku będzie wynosiło około 17 milionów złotych i jest to o 10 milionów więcej niż było 4 lata temu…)

Budowa miała wystartować w tym roku, z ostateczną decyzją czekano do uzyskania pewnej informacji o wysokości dofinansowania z puli Zarządu Głównego Straży Pożarnej (wspomniane wcześniej do pół miliona). Minął styczeń, luty, marzec i nic. Aż tu kilka dni temu wybuchła bomba. Do Urzędu dotarł poprawiony, zaktualizowany (czyli biorący pod uwagę obecne ceny materiałów i usług) kosztorys budowy remizy. Wyszło, że obecnie musielibyśmy na nią wydać… co najmniej trzy miliony sto tysięcy złotych!!! Żeby mieć ten brakujący dodatkowy milion, musielibyśmy zrobić rewolucję w gminnym budżecie na ten rok i albo wstrzymać wszystkie inne inwestycje, albo… zastosować „ulubioną” metodę na zdobywanie pieniędzy w Prabutach – czyli pożyczyć. Robiąc kolejny krok do punktu który nazywa się bankructwo gminy. Bo jak tak dalej pójdzie, to za parę lat Prabuty przy planowaniu wydatków nie będą myśleć nad jakimkolwiek rozwojem, ale tylko nad spłacaniem swoich długów…

Jest jeszcze trzecia opcja. Okrojenie projektu remizy, wybudowanie skromniejszego obiektu. Na co jednak nie bardzo chcą zgodzić się strażacy. Przy całej mojej sympatii i zaangażowaniu dla sprawy nowej strażackiej siedziby, nie rozumiem podejścia typu „albo taka jaką chcemy, albo żadna”. Przecież nowy obiekt, nawet ten w skromniejszej wersji, byłby o niebo lepszy o obecnego. My naprawdę chcemy godnego obiektu dla strażaków, przypomnę, że jeszcze kilka lat temu nikt nie podejmował rozmów na ten temat, choć już dawno powinno się to zrobić. Ale musimy poruszać się w możliwościach finansowych Prabut. Jeżeli ktoś ma lepszy pomysł na wyszukanie pieniędzy na budowę i utrzymanie remizy, to chętnie wręczę mu dokument budżetu gminny i posłucham – skąd wziąć te pieniądze? Komu je zabrać?

Gdybym chciał się przypodobać strażakom, to powiedziałbym: „Zrobimy tę remizę choćby nie wiem, co. Jak trzeba pożyczyć, to pożyczymy, jak trzeba będzie ukraść, to ukradniemy, ale ona musi być”. Niestety, ale tak to nie działa. Powiem inaczej, jako szczery przyjaciel – że gdyby remizę zaplanowano gdzie indziej i skromniej, to ona już by pewnie stała. A tak to jest jak jest. A raczej – nie ma…

Najbliższe tygodnie zdecydują, co dalej. Czy pożyczamy i budujemy po staremu, czy tez okrajmy projekt. Niezależnie od wszystkiego, realne szanse na to, że remiza stanie w tym roku, są niewielkie.

Na koniec jeszcze raz powtórzę. Nowy obiekt dla OSP Prabut to priorytet dla naszego miasta. Jest potrzebny i strażakom i mieszkańcom, którym ci strażacy służą. On musi powstać, ale w oparciu o rozsądek i dialog – urzędników, radnych oraz strażaków. Mam nadzieję, że tego rozsądku nie zabraknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *