Podobno „się nie da”…

Wybaczcie Szanowni Czytelnicy jeżeli temat bokserskiej Polonii Prabuty staje się już nudny, ale pozwolę sobie napisać o niej po raz kolejny. Tym razem jednak nie w kontekście sportowym, ale z perspektywy rzeczywistości smutno-prabuckiej.

Jakie jest nasze miasto, jak się tutaj żyje, ile się tutaj dzieje – o tym nie będę się rozwodził. Każdy widzi i każdy ma swoje zdanie.

Jest w Prabutach takie pojęcie z którym zderza się bardzo dużo osób chcących się tutaj spełniać i realizować swoje pomysły i marzenia. Zresztą nie tylko entuzjastów i marzycieli to dotyczy, obcują z tym pojęciem bardzo często także prabuccy „przeciętni kowalscy” i dotyczy to wielu dziedzin naszego życia.

To pojęcie nazywa się „Nie da się”. Podpierane najczęściej „to jest bardzo trudne” lub „nie wiadomo czy da radę”. Aha, zdarza się także asekuracyjne „się zobaczy” po którym następuje jednak to co wymienione wcześniej.

Bokserska Polonia którą mam przyjemność realizować z grupą młodych ludzi nie skażonych jeszcze „niedasię”, jest przykładem na to, że można inaczej. I nie tylko w sporcie, ale we wszystkich aspektach prabuckiego życia.

Mierząc sprawę „prabuckim standardem” to nie miało prawa zadziałać. Bez tradycji, bez „ludzi co się znają”, bez pomieszczenia, bez pieniędzy, bez kontaktów – i tak dalej i tak dalej. Nie ma szans, nie da się tego zrobić…

Tradycje tworzymy sami, ludzi co się znają poznaliśmy, pomieszczenie wyniuchaliśmy i dzięki życzliwości życzliwych je dostaliśmy. Pieniędzy mamy niewiele, tym bardziej, że z kasy miasta nie bierzemy nic. Ale może dlatego, że patrzymy na każdą złotówkę, jakoś wystarcza. I przede wszystkim, kombinujemy ile się da, żeby było dobrze. Nie ma, że się nie da.

Nie wiedzieliśmy jak się zakłada klub sportów walki – to się dowiedzieliśmy. Okazało się, że wbrew pozorom nic takiego strasznego. Jak już powstaliśmy, to nie opowiadaliśmy sobie nawzajem bajek jacy to będziemy wielcy i wogóle super. Tylko powiedzieliśmy sobie, że czas na kolejny krok, który będzie trudniejszy od pierwszego. Kiedy dostaliśmy pomieszczenie wymagające ogromu pracy, to nie zastanawialiśmy się jak to zrobić, żeby było lepiej, tylko po prostu zakasaliśmy rękawy i wzięliśmy się do roboty. Kiedy zaś zaczęliśmy trenować, to nie było opowieści, że już fajnie jest i klepiemy się po pleckach, tylko znów założyliśmy, że czeka nas dużo pracy, a co niej wyniknie, to pokaże przyszłość. Cieszyło nas po prostu, to co robiliśmy.

Wspomnę też, że w trosce o to, co będzie w przyszłości, założyliśmy sobie w kodeksie honorowym jedną rzecz. Podobno niemożliwą do spełnienia, podobno nierealną w tych czasach: w Polonii Prabuty nikt nigdy nie zarobi sobie żadnej złotówki. Wszystko tutaj robimy dla idei i dla nas samych. Okazuje się, że to jednak działa.

Na pierwszych treningach mówiliśmy z Kajetanem do młodszych, że dobrze będzie, jeśli za rok uda nam się choćby wystartować w jakich poważnych zawodach, niech więc na razie nikt nie myśli o medalach i zaszczytach. Tam gdzie ciężka praca, nie ma miejsca na opowiadanie bajek. Na skromności i systematycznej racjonalnej robocie, można wiele zbudować.

Po roku mamy już trzy starty i zwycięstwa. O mistrzostwach sprzed trzech tygodni chyba wszyscy słyszeli. W sobotę byliśmy w Gdyni, już nie jako ciekawostka, ale jako poważna część tego środowiska. Było mi niezmiernie miło, kiedy organizatorzy – a wśród nich ambasador king-fu z Chin i przedstawiciel prezydenta Gdyni – wywoływali na środek sali naszych zawodników i naszego trenera Bartosza Poważyńskiego (nie ma trenerów w Prabutach? Znalazł się i to znakomity!). Bardzo dumnie brzmiała nazwa Polonia Prabuty…

Piszę te słowa, żeby pokazać i przypomnieć że od łatwych słów „nie da się” znacznie mocniejsze (choć trudniejsze) jest „jak się chce, to można”. Ma ono zastosowanie we wszystkich sferach naszej codzienności. Niech Prabuty tylko sobie o tym przypomną, albo pozwolą wdrażać to w życie tym, którzy wierzą.

Bliska mi osoba spoza Prabut zapytała mnie wczoraj, skąd ja czerpię wiarę w moje miasto. An właśnie z czegoś takiego jak Amatorski Klub Bokserski Polonia, jak ludzie którzy go tworzą, jak ludzie którzy okazują nam sympatię i wsparcie. Takich ludzi i takich zjawisk jest tutaj więcej. Tylko trzeba chcieć i umieć tych ludzi i te zjawiska wykrzesać oraz wyciągnąć z ukrycia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *