Patologia rządzi

Miało być o czym innym, o czymś przyjemnym. Ale prabuckie realia nie pozwoliły…

W sobotę, dwoje ludzi wychodzących z imprezy miejskiej nad Jeziorem Dzierzgońskim zostało napadniętych i skatowanych przez trzech braci K. Za co? Za darmo, Krystian i Agata to normalni, bardzo mili ludzie, wracali spokojnie z plaży do domu. Zostali obskoczeni, przewróceni, skopani i obici kamieniami. Gdyby Krystian nie zasłonił swoim ciałem Agaty, mogłoby dojść do większej tragedii.

Żeby było”ciekawiej” – choć bardziej pasuje słowo „dramatyczniej” – Krystian jest policjantem. I to takim cieszącym się dużą sympatią społeczeństwa…

Kto ich napadł? Kwiat prabuckiej patologii. Osobnicy wiecznie stwarzający problemy, o których nie da się powiedzieć, aby kiedykolwiek zrobili w życiu coś dobrego. Stałych klientów komisariatu, permanentnie łaskawie traktowanych przez wspaniałe polskie sądy. Chyba nie muszę dodawać, że familia K. to utrzymankowie Pomocy Społecznej, nie garnący się do uczciwej pracy.

Te trzy składowe: pobicie, normalni ludzie, bezkarna patologia, w każdym normalnym obywatelu z jednej strony podnoszą ciśnienie, z drugiej nikogo nie zaskakują. Takim krajem jest dziś Polska. Chyba nie tylko ja zadaję sobie pytanie, kiedy ktoś zrobi porządek z tym burdelem.

Tutaj niestety kłania się podejście do tematu w naszym mieście. Każdy mający głowę na karku prabuciak wie, że patologia jest w naszym mieście bezkarna, zaś nasze władze albo chowają głowę w piasek, albo udają że nie widzą problemu, albo nie widzą go naprawdę – co też jest możliwe, jeżeli żyje się z dala od realiów. Sobotnie pobicie nie jest pierwszym tego typy wydarzeniem, ale żadne z poprzednich nie powodowało jakiejś głębszej refleksji wśród naszych włodarzy. Nie chcę robić sobie reklamy, bo nie po to te słowa, ale nie raz próbowałem zainteresować tematem urzędników i radnych. Walę głową w mur albo mówię z węgierskim akcentem, bo jakby mnie nikt nie słuchał, zainteresowanych mocniej tym tematem pośród radnych i urzędników, mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. Po pobiciu w centrum miasta półtora roku temu, zachęcałem wzburzonych mieszkańców do gromadnego przyjścia na sesję. Dyskusję którą wówczas zacząłem, utrącono po kilku minutach a ludzie wyszli z dużym niesmakiem, bo nie czuli aby ktoś miał ochotę ich wysłuchać. Takie mamy relacje władzy z „ludem”.

Podkreślę jeszcze raz: chociaż przemoc, wandalizm i bezkarność patologii są w Prabutach problemem, ani razu nie odbyło się żadne spotkanie władz ze społeczeństwem na ten temat. Chociażby posłuchać i porozmawiać. Czy to tak dużo kosztuje? Czy może jednak temat niezbyt przyjemny? Foteczki z takiego spotkania kiepsko by wyglądały?

Proszę mnie tylko nie rozśmieszać, że co rok spotykamy się z komendantem. Fajne podsumowania statystyczne, to ja lubię oglądać w programach o sporcie, a nie w kwestiach bezpieczeństwa Prabut.

Naszym obowiązkiem nie jest tutaj rządzić. Naszym obowiązkiem jest dbać o tę gminę bardziej niż przeciętny mieszkaniec! Bezpieczeństwa też to dotyczy!

A zupełnie nie mogę pogodzić się z argumentacją która zawsze w takim wypadku pada, że w Prabutach już tak jest i nic się z tym nie poradzi, zresztą to sprawa policji. No tak, najlepiej. Nic się nie da. Dobrze, że chociaż da się brać pensje i diety…

Kilka osób nie lubiących mnie tylko dlatego że nazywam się Andrzej Ochał, (a lubiących podlizywać się władzy) mocno wyśmiewało w internecie moje inne działania związane z bezpieczeństwem i szeroko pojętym porządkiem w Prabutach. Nie mogę pojąć dlaczego. Ulica była moim żywiołem kiedy byłem młody, później byłem ochroniarzem i żołnierzem. Dlatego bezpieczeństwo w moim mieście, to sprawa która leży mi na sercu, i nie ma w tym żadnej polityki czy populizmu, jak zarzucił mi niedawno… ehh, pominę milczeniem, kto to był.

I nikt mi nie powie, że działania w tym zakresie nie mają sensu. Pierwszy z brzegu przykład sprzed kilku lat: wystarczyło trochę popytać i puścić w eter kilka mocnych deklaracji, aby młodzi i „początkujący” amatorzy wyrywania torebek na ul. Kuracyjnej dali sobie spokój. A że w „nagrodę” ówczesny komendant zagroził mi i mojemu pomocnikowi, że zabawa w batmana jest karalna, to już inna sprawa. Jakoś się nie przejęliśmy. Od tego czasu grupa wrażliwych na niesprawiedliwość społeczną mieszkańców, kilka razy zadziałała tam, gdzie nie mogła zadziałać policja, co też nie jest żadną wielką tajemnicą w Prabutach. Takie spontaniczne akcje, całego zła jednak nie wyplenią.

No właśnie, policja. Mieszkańcy narzekają, ale kto zna realia bliżej, wie, że szeregowi policjanci mają związane ręce „humanitarnym” prawem oraz wewnętrznymi policyjnymi absurdami. Pewnie któryś z nich, jak już przejdzie na emeryturę, opowie dokładniej.

Ot choćby w sobotę, przy interwencji, funkcjonariusze bali się użyć gazu, żeby ktoś ze zgromadzonych tego nie nagrał i nie zrobił afery o „policyjnej przemocy”. Paranoja.

I jeszcze jeden „policyjny” wątek pod tytułem: „Dziękujemy kochany Polsacie i TVN”. Za to, co zrobiły te telewizje kilka lat temu, po aferze z wywożeniem do lasu zamiast do Grudziądza na izbę wytrzeźwień. Dziennikarze tych stacji przyjechali do Prabut nakręcić materiał niczym sępy na żer, nie patrząc na realia, nie patrząc na to, co ich „dziennikarstwo” może przynieść w przyszłości. Zrobili swoją robotę, wykreowali sensację i sztuczną rzeczywistość, ogłupiania ludzi w Polsce odcinek kolejny. Zrobili bohaterów z… ehh, szkoda wspominać. Przy okazji zrujnowali życie kilku funkcjonariuszom. Od kilkudziesięciu godzin sam jestem pełnoprawnym dziennikarzem, więc mogę głośno powiedzieć, że pluję na takie dziennikarstwo jakie zrobili wtedy tamci ludzie z TVN i Polsatu. Ich kolegom z TVN powiedziałem to kiedyś prosto w twarz. Jeden z nich się ze mną zgodził, co pokazuje, że normalni ludzie też tam jednak pracują.

Na koniec coś optymistycznego. Reakcja prabucian. Mój „list gończy” za poszukiwanym Krystianem K. (dwaj zostali szybko ujęci) w ciągu popołudnia udostępniło na Facebooku 150 osób. Kilkanaście do mnie zadzwoniło, ponad dwadzieścia do mnie napisało – z troski nad całą sytuacją i zapytaniem o zdrowie poszkodowanych. Dziesięć osób odezwało się zaś z konkretnymi informacjami na temat braci K. To pokazuje, że ludzie mają dość tej patologicznej anarchii, bezkarnej przemocy. Że chcą normalności, chcą żyć bezpiecznie i chcą bezpieczeństwa dla innych. Rozumieją to, czego nie potrafią zrozumieć niektórzy włodarze: dzisiaj krzywda spotkała kogo innego, ale jeśli nie będzie reakcji, jutro może spotkać mnie.

Ci, którzy twierdzą, że znów robię niepotrzebny ferment, mogą mówić co chcą. Postaram się nagłośnić tę sprawę ile się da, i monitorować ją do samego końca. Dwie telewizje już dzwoniły i dwie gazety. Nie mam zamiaru siedzieć cicho i mówić: „trudno, co zrobić”. Bo jeśli nic się nie zmieni, może kiedyś być tak, że trzeba będzie napisać o morderstwie.

Wtedy też głowa w piasek?