Pamięć o Kresach

Wczorajszy dzień 11 lipca to rocznica „krwawej niedzieli” jaka miała miejsce na Wołyniu w 1943 roku. Wydarzeniu tragicznym, które dopiero od kilku lat przywracane jest pamięci Polaków. Dopiero teraz mówi się o tych ofiarach, ponad 100 tysiącach naszych rodaków, zwykłych, niewinnych ludzi, wymordowanych bestialsko przez Ukraińców.

Jest to bardzo smutny dzień. Tragedia tego ludobójstwa jest porażająca.

Jest mi także bardzo przykro, że polski rząd nie potrafi zabrać głosu w tej sprawie, stanowczo upomnieć się o pamięć o naszych pomordowanych rodakach. Państwo ukraińskie stawia pomniki tym, którzy dopuszczali się niewyobrażalnych okrucieństw wobec polskiej ludności, a nasi politycy opowiadają o pojednaniu… Gdzie tu pojednanie, gdzie uczciwość…

Przykre, że będąc prabucianinem zaangażowanym w sprawę pamięci o Kresach, do dziś nie otrzymałem od Leszka Czarnobaja, naszego reprezentanta w Senacie, odpowiedzi na pytanie jakie jest jego konkretne zdanie w dyskusji na temat potępienia ukraińskiego ludobójstwa, która miała miejsce niedawno.

Jest mi przykro, że nasze miasto choćby symbolicznie nie odniosło się do tej rocznicy. Z jednej strony budujemy naszą kresową tożsamość, a z drugiej…

Kilka dni temu odwiedziłem jedną z naszych kresowianek. Ta 90-cio letnia pani nie ma już sił chodzić na spotkania, z domu wychodzi już tylko do kościoła. Ucieszyła się z wizyty, bo od dawna nikt spoza rodziny jej nie odwiedzał. Na początku trochę nieśmiało, ale zaczęła mi opowiadać o swojej młodości na Wołyniu. O spokojnym życiu na wsi, ukraińskich dobrych sąsiadach i takich samych dobrych sąsiadach Żydach. O szkole, gdzie wszyscy otrzymywali bardzo patriotyczne wychowanie. O wakacjach we Lwowie. O pięknych jak z obrazka Ułanach Krechowieckich którzy przyjeżdżali do szkoły na święta państwowe. O wybuchu wojny i nalocie niemieckim w którym zginął jej kuzyn. O zamordowaniu Żydów przez Niemców, ale także o niemieckim oficerze który pozwolił zabrać im żywność z magazynu wojskowego w trakcie ewakuacji niemieckich wojsk. Oraz o strasznym lipcu 1943 roku. O zbrodniach Ukraińców, o strachu, o morderstwach, o ucieczce. Najbardziej niesamowity w tym momencie był wyraz twarzy i głos tej kobiety. 70 lat po tych wydarzeniach, ona do dziś nie potrafi zrozumieć, jak coś takiego się mogło wydarzyć. Po co? Dlaczego? Jak tak można?

Kilka lat temu, pani Romualda spisała swoje wspomnienia. Nie zmieściły się one do książki wydanej przez Urząd Miasta. Ma być druga jej część. Ja też na nią czekam.

W trakcie naszej rozmowy, pani Romualda bardzo się ożywiła i uśmiechnęła kiedy opowiadałem o przekazywaniu tej pamięci młodym. Widać było radości z tego, że  o Kresach i Kresowiakach, pamiętają dziś młodzi ludzie.

Wczoraj, przy pomniku kresowym na cmentarzu, zapalili znicze nasi kibice Arki Gdynia. Mają po 19, 17, 23, 13 lat…

Naszych kresowiaków, ludzi którzy przeżyli niewyobrażalne dla nas rzeczy, z każdym rokiem ubywa. Pamiętajmy o Nich.

DSCN0276