O przeszłości, dla przyszłości

Druga połowa stycznia przypomniała nam wszystkim, czym jest zima. Świat przykrył śnieg, temperatura spadła kilka stopni poniżej zera. W takich okolicznościach wyjątkowo miło jest spędzać czas w ciepłym domu.
Siedzę w fotelu i otworzyłem przed chwilą list, przesyłkę od innego kolekcjonera staroci. Wewnątrz czarno-biała pocztówka, przedstawiająca rysunek uzbrojonych mężczyzn stłoczonych wokół sztandaru. Stempel pocztowy z roku 1909, wysłana z Ohio w USA.

Perełka wśród moich perełek. Pierwsza pocztówkowa reprodukcja obrazu Artura Grottgera pod tytułem „Walka”. Przedstawiającego scenę z roku 1863.

Sto pięćdziesiąt pięć lat temu wybuchło Powstanie Styczniowe. Kilkadziesiąt tysięcy naszych rodaków zostawiło wtedy swoje domostwa i poszło w ten zimowy mroźny dzień do lasu. Uzbrojeni w myśliwskie sztucery, kosy postawione na sztorc lub najczęściej tylko we wiarę w zwycięstwo. Poszli walczyć, znosić niedolę i umierać. Przeciwko nim stały regularne wojska carskie – liczniejsze, lepiej uzbrojone, doświadczone, zorganizowane. Największa ówczesna potęga na świecie. Jaką trzeba mieć determinację, jak bardzo w coś wierzyć i miłować, aby w takich okolicznościach stawać do walki.

Powstańcy styczniowi byli gotowi do największych poświęceń i zapłacić najwyższą cenę za coś, co my mamy na codzień i za darmo. Za wolność. Wolność z której w pełni korzystamy, lecz chyba nie do końca szanujemy. I chyba nie pamiętamy, że ona nie jest dana raz na zawsze. Nie zastanawiamy się nad tym. Przeciętnego Kowalskiego bardziej interesuje promocja w Biedronce czy oferta wczasów w Tunezji, niż historia kraju w którym żyje. Chciałbym, aby było inaczej. Ale nie jestem ślepy. Najważniejsze jest „tu, teraz i za ile” oraz legendarna już ciepła woda w kranie. A tożsamość, a kultura? Trudno to wycenić, to i niewielu się tym przejmuje.

Przeciętny Kowalski nie oznacza jednak każdego. W Polsce są też tysiące ludzi dla których historia i tożsamość są naprawdę ważne. Tysiące ludzi którzy aktywnie działają w tych tematach, sprawiając, że Polska staje się lepsza.

Patrzę za okno na moje uśpione miasto, i zastanawiam się ile jeszcze osób pamięta tutaj o Powstaniu Styczniowym, tak jak o innych ważnych rocznicach. Nie mówię o obejrzeniu wzmianki w telewizji, ale o prawdziwej pamięci i refleksjach. Pierwsze myśli nie są optymistyczne, bo trudno o optymizm w mieście wyjałowionym z inicjatyw, z zaangażowania w cokolwiek. Mieście coraz bardziej pustym i smutnym. Gdzie zanika albo już zanikła zupełnie wspólnota obywatelska. Gdzie tu jest miejsce na patriotyzm oparty na historii?

Kiedy się jednak głębiej zastanowię, nachodzi mnie refleksja. Zaraz, zaraz. A pan Tomasz i pani Marta? A pan Antoni? A Tadeusz? A Piotr, Krzysiek, Mariusz, Allan, Daniel, Rafał, Kuba, Wojtek i wielu, wielu innych? A pani Jadwiga i jej harcerki? A LOK-owcy? Tak bez większego szperania w pamięci mógłbym wymienić kilkadziesiąt osób, dla których patriotyzm i historia to sprawy naprawdę ważne. A to już jest bardzo duże poletko, na którym można odbudowywać więzy między ludźmi w tych naszych umierających Prabutach. Najpiękniejsze więzy obywatelskie, których najważniejszym mianownikiem jest Ojczyzna.

Marzy mi się, żeby w którąś rocznicę styczniowego powstania, spotkać się grupą prabuciaków w jakimś sympatycznym miejscu. Obejrzeć wspólnie wspaniały film Szwadron, napić się herbaty i zjeść kawałek ciasta. Dla dodania klimatu przyniosę swoją dwustuletnią szablę, Tadek zabierze postawioną na sztorc kosę, jeden kolega pokaże oryginalną strzelbę Enfielda z roku 1860. Jestem pewien, że taki wieczór ma prawo się udać i pojawią się na nim nie tylko ci, których wymieniłem wcześniej. Okazja do takiego wieczoru jest zresztą nie tylko w styczniu.

To nie jest nic trudnego. I nic nie kosztuje. A na pewno jest wartościowe.

Choćby poprzez takie artykuły, będę do takich czasów dążył.

W końcu, jak głosi napis na pocztówce, nigdy nie wolno się poddawać.