Nie musimy być gorsi

Na temat tego, że Susz – ten sam Susz na który przez tyle lat Prabuty patrzyły z wyższością – w ostatnich latach odjechał nam na kilka odległości w kwestiach sportu, kultury, infrastruktury i paru innych jeszcze spraw, nie będę się znęcał. Widać to gołym okiem. Można pozazdrościć i zadać sobie pytanie dlaczego tam się udaje, a u nas nie…

W sobotę w ramach Dni Susza na tamtejszej Hali Sportowej organizowano imprezę sportów walki o randze Mistrzostw Polski. Dzięki temu że w tamtejszym ośrodku sportu pracuje ktoś taki jak Jarosław Piechotka, pasjonat kickboksu o otwartym umyśle i serduchu do pracy (potrafiący gromadzić wokół siebie podobnych ludzi!), do tego jeszcze spora figura w światku kickbokserskim, to niewielki przecież Susz staje się coraz mocniej liczącym się ośrodkiem w tej dyscyplinie.

To taki dowód na to, że z pasjonatów powinno się czerpać, a nie ignorować lub wręcz dawać im kopniaka precz…

W sobotę do Susza zjechali się zawodnicy z całej Polski. Włocławek, Szczecin, Warszawa, Nowa Sól (to na Dolnym Śląsku), Ostrołęka, Ostróda… oraz Polonia Prabuty. Klub który jeszcze rok temu funkcjonował w piwnicy. Dzisiaj mierzymy się już z najlepszymi. Może jeszcze z tymi najlepszymi częściej przegrywamy niż wygrywamy (przyznaję to uczciwie, bo nie mamy zamiaru udawać nie wiadomo kogo), ale staliśmy się już dostrzegalni i szanowani. Mam tez ogromna satysfakcję z tego, że także w Prabutach jesteśmy dobrze postrzegani. W sobotę zrobiliśmy wycieczkę do Susza młodym chłopcom z Koszar. Żeby zobaczyli, jak taka impreza wygląda. Żeby poczuli, że prabuciaki powinny trzymać się razem.

Piszę ten artykuł nie w kontekście sportowym, bo kilka razy już o tym było. Piszę, by po raz kolejny powiedzieć Prabutom, że jak się chce i się potrafi, to można bardzo dużo. Można osiągać sukcesy (nasz Mateusz Czeszejko dostał zaproszenie na obóz przygotowawczy zaplecza reprezentacji!), można organizować super wydarzenia (jeszcze raz powtórzę, że zawody które organizowaliśmy w Prabutach w niczym nie odstawały organizacyjnie od tych z innych miejsc Polski!), można wyławiać fajnych ludzi, którzy mogą dzielić się z innymi tym co potrafią (trener Bartek Poważyński). Można to wszystko robić bez wyciągania rąk po miejskie pieniądze, bo finansujemy się sami (co jest możliwe dzięki przychylności ZGM, który użycza nam pomieszczenia za symboliczne opłaty – wspominam o tym, bo w wielu innych miastach o czymś takim można tylko pomarzyć).

Tak może być w Prabutach w wielu innych sprawach. Przykład Polonii Prabuty której mam zaszczyt prezesować, sprawia, że krew mnie zalewa, kiedy słyszę prabuckie „nie da się…”. Takich przykładów na dawanie czegoś od siebie, na fajną organizację, na tworzenie czegoś pozytywnego, jest w Prabutach więcej. Są ogromnym przeciwieństwem tego obecnego na lewo i prawo marazmu i roszczeniowości. Dzięki takim środowiskom można z tych naszych Prabut naprawdę sporo wykrzesać.

Na koniec taki obrazek z soboty. Właśnie o czymś takim marzyłem, kiedy rok temu zakładaliśmy Polonię. Dziadek, rodzice i młody prabucianin który ma wszystko przed sobą. Jest sukces, są uśmiechnięci ludzie, jest satysfakcja. Możliwe? Oczywiście, że możliwe.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *