Naprawdę się nie da?

Zainspirowany wizytą w muzeum w Kwidzynie, tydzień temu pisałem o łatwym i tanim pomyśle na podobny obiekt w Prabutach. Dzisiaj chodzą mi po głowie inne spostrzeżenia związane z turystyką, dotyczące mieszkańców i ściągania tutaj gości.

Sobotę spędziłem w pałacu w Rodowie. Przepięknym obiekcie nad Jeziorem Dzierzgoń, wybudowanym przez prywatnego inwestora. Prabuty mogą się naprawdę chwalić obecnością takiego kompleksu na terenie naszej gminy, nawet jeśli jest to miejsce którego nie można odwiedzić prosto z ulicy (ja byłem gościem przyjęcia komunijnego). Tymczasem pałac w Rodowie pozostaje dla większości prabucian miejscem tajemniczym. Szkoda, że sposobu zagospodarowania plaży nie podglądali tam ci, którzy odpowiadają/odpowiadali za wygląd i funkcjonowanie plaż miejskich. Mogliby w Rodowie zobaczyć, jak taka plaża powinna wyglądać.

Niedzielę spędziłem w Iławie. Mieście, które tętni życiem bo potrafiło wykorzystać swój potencjał. Bez magnesu jakim jest stara architektura, bez dużych zakładów pracy wnoszących podatki, Iława na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat potrafiła stać się bardzo atrakcyjnym miejscem. Mijałem wczoraj nad Jeziorakiem mnóstwo ludzi i zazdrościłem.

Wrócę teraz do nas i naszego potencjału naturalnego. Jezioro Dzierzgoń – najlepiej zagospodarowanym miejscem jest wspomniany przeze mnie pałac w Rodowie. Dla kontrastu mamy „plażę miejską”. Polbrukowego potwora, pełnego absurdów i pozbawionego rekreacyjnego klimatu. Zrobionego za grube pieniądze chyba tylko po to, żeby „coś zrobić”.

Drugi kapitalny przykład na wykorzystanie tego co mamy, to Wodna Farma pod Kołodziejami. Kolejna inwestycja prywatna, także realizowana przez przyjezdnych. Bo Prabuty nie potrafiły, nie miały pomysłu. Po drugiej stronie Jeziora Matecznego jest jeszcze lądowisko Aviatora i namiastka plaży. Tereny, które aż się proszą o zagospodarowanie, które mogą stać się naprawdę kapitalnym miejscem rekreacyjnym. Tereny o których przez wiele lat nikt nie myślał i które wkrótce mogą nam uciec z rąk.

Sowica. Dwa rzuty beretem od granic miasta i zero planów na zmianę tego stanu rzeczy. Gdyby od czasu wyjścia Prabut z totalnej biedy jaka panowała w latach ’90, robić po kilkanaście metrów chodnika rocznie, to już dawno doszedłby on do jeziora. Może przy okazji zagospodarowano by strasząca dziś byłą przystań dla łodzi. O samej plaży się nie wypowiadam, być może komuś się ona podoba. Kilkaset metrów dalej jest uroczy zakątek stworzony przez członków PZW Prabuty. Widać, że robiony z sercem i z pomysłem. Szkoda, że nasi wędkarze nie mają pod sobą całego jeziora. Sowica na pewno by na tym skorzystała.

Okolice Liwieńca. To, że to miejsce ma pozostać dzikim, to jedno. Ale to, że jest zupełnie niewykorzystane, to już inna para kaloszy. Aż prosi się tam o punkty widokowe, o ścieżkę poniżej ulicy Zamkowej. Oraz zrobienie porządku z niektórymi osobnikami z tejże ulicy, którzy nie wiedzą co to cywilizowane wyrzucanie śmieci i robią antyreklamę wszystkim pozostałym mieszkańcom.

Jest jeszcze Liwa, wymarzone miejsce na spływy kajakowe. Są Mury Zamkowe z widokiem na Liwieniec, leżące odłogiem. Jest Park i tereny za obwodnicą. I tak dalej, i tak dalej…

Czy zatem naprawdę  życie tutaj musi się kręcić tylko wokół Biedronki???

Ale po co ja wogóle ruszam temat. Nie da się, a poza tym, przecież dobrze jest…