Moim kolegom żołnierzom

Dzisiaj Święto Wojska Polskiego. Od jakiegoś czasu celebrowane z należytą oprawą, połączoną z pamięcią o Bitwie Warszawskiej. Daliśmy wtedy łupnia bolszewickiej zarazie, czerwonemu barbarzyństwu maszerującemu na Europę. Pod rozkazami Piłsudskiego służył wtedy mój pradziadek…

Nie dane mi było zostać polskim żołnierzem. Odsłużyłem tylko „co swoje”, czyli służbę zasadniczą. Po jej zakończeniu zabrakło znajomości, żeby było można zostać w służbie nadterminowej. Takie były czasy.

Więc pojechałem zaciągnąć się do wojska francuskiego. Przeszedłem selekcję, gdzie wybierano jednego na ośmiu. Na jednej z rozmów poproszono mnie, abym wyrzucił do śmietnika zawartość portfela. Czyli również zdjęcie w polski mundurze. Odmówiłem, nawet pod konsekwencją odrzucenia mnie z dalszej selekcji. Wówczas okazało się, że przesłuchujący mnie podoficer był Polakiem. Później z uznaniem uścisnął mi dłoń. Po pięciu latach zakończyłem służbę z medalami i dyplomami za szkolenia warte tysiące euro. Po powrocie zastukałem do Wojska Polskiego. Niestety, po raz kolejny okazało się, że nie ma w nim miejsca dla takich jak ja.

Dlatego 15 sierpnia zawsze będzie dla mnie dniem goryczy. Nie tylko dla mnie, znam bowiem wielu świetnych chłopaków, którzy chcieli zostać zawodowymi żołnierzami, ale nie było dla nich miejsca. Znam też niestety liczne przykłady „plecaków”, bo instytucja „załatwiania sobie” jest nadal czynna. Niestety. Przykre to.

Jeżeli ten tekst czytać będą młodzi chłopacy którzy być może zastanawiają się nad pójściem do wojska, chciałbym przytoczyć tutaj pewna historię. Może zmotywuje ona kogoś do włożenia munduru, tak jak motywowała mnie.

Podczas drugiej wojny światowej, wchodząca w skład Imperium Brytyjskiego niewielka Malta przygotowywała się do odparcia desantu sił włoskich i niemieckich. Nim miały dotrzeć posiłki, całe jej lotnictwo, jej powietrzną tarczę, tworzyło kilku angielskich pilotów, wysłanych tam za karę za burdy i pijaństwa oraz trzy samoloty, trochę już przestarzałe Gloster Gladiatory. Stosunek sił, wydawał się jednoznacznie skazujący na klęskę. A jednak stał się cud. Malta się obroniła, ci łobuzerscy piloci dokonywali w powietrzu największego lotniczego kunsztu, zaś wdzięczni Maltańczycy tym trzem jakże ważnym samolotom nadali imiona:

Miłość. Wiara. Nadzieja.

To jedna z najpiękniejszych historii wojskowości jakie znam. Pokazuje o co chodzi w byciu żołnierzem.

Dedykuję z pozdrowieniami dla kolegów i przyjaciół w Wojsku Polskim, w dniu Waszego święta. Czuwajcie nad Polską.

I oby nigdy nie było potrzeby…

p1050599