Korzystać z prabuckiego potencjału

Przygotowania do wspominanych ostatnio zawodów sportów walki już się zaczęły i w związku z tym zaczęliśmy poszukiwać wodzireja, który poprowadziłby konferansjerkę w trakcie imprezy. Pierwszym i oczywistym skojarzeniem był Artur „Aful” Grabara, który za mikrofonem w ręku czuje się jak ryba w wodzie.

Swoją drogą to dla nas, starszych roczników, to taki mały paradoks, bo wszyscy kojarzymy Afula raczej z bycia siłaczem (starty w zawodach Strong Man), łomotania w perkusję w kapeli Hunterheads no i stania na bramce w naszych lokalach. Postura Afula była na tyle przekonywująca, że nigdy nie widziałem, aby musiał kiedyś komuś w Prabutach spuszczać łomot. Teraz żywiołem sympatycznego wielkoluda jest karaoke.

Zapytałem Artura o poprowadzenie naszej imprezy. Z racji tego, że mieszka on obecnie na Kaszubach, zakładałem, że nie da rady przyjechać do Prabut 18 lutego. Nie mogłem też zaproponować zapłaty (której każdy inny by zażądał), bo koszty i tak mamy spore.

Odpowiedź złapała mnie za serducho, muszę przyznać. Pozwolę sobie zacytować:

Drogi Andrzeju nie wziąłbym pieniędzy za tę przyjemność od Was bo pieniądze to nie wszystko. Jest mi bardzo miło ze pomyślałeś o mnie jednak nie ma mnie w tym czasie gram na Helu imprezę (…) Jednak miałbym prośbę żebyś mnie nie skreślał i pamiętał żeby dawać znać to bardzo chętnie przy wolnym weekendzie nawet jeśli nie będę w Waszej okolicy to przyjadę specjalnie…

To co napisał mi Artur po raz kolejny przypomniało mi, ile życzliwości do swojego rodzinnego miasta drzemie w prabuciakach- emigratach. Niestety, większość z najfajniejszych i najkreatywniejszych ludzi z Prabut żyje dziś na emigracji – tej bliższej i tej dalszej. Zaczynając od Kwidzyna, poprzez Trójmiasto, Warszawę, Amsterdam i Londyn, na Australii kończąc. To jest proces którego nie zatrzymamy (inna sprawa, czy nie możemy choć trochę ograniczyć). Ale korzystając z tego drzemiącego w chyba każdym emigrancie sentymencie do miasta rodzinnego, można próbować ten sentyment wykorzystywać. Dla dobra Prabut i ku satysfakcji tych, którzy są na codzień od tych Prabut daleko.

Wielokrotnie podkreślałem głośno, że potencjał drzemiący w prabuciakach to kapitalny surowiec i grzechem jest nie korzystanie z niego. Chyba wszyscy emigranci z którymi mam okazję rozmawiać, podkreślają, że nie zapominają o Prabutach, czują się z nimi związani i gdyby tylko mogli, to nawet na odległość chcieliby się w życie Prabut angażować. Mówimy tutaj o naprawdę licznym gronie ludzi, szacunkowa liczba „wyjazdowiczów” to jakieś półtora tysiąca (jak nie więcej), z których 3/4 to ludzie młodzi i kreatywni!

Przykład Afula jest tutaj idealny. Chłop mieszka już gdzieś pod Wejherowem, ale przyjeżdża do nas kiedy tylko może. Przecież nie dlatego, że nie ma co robić w domu, ale z czystego sentymentu.

Ten emigrancki sentyment nie powinien leżeć odłogiem. Powinno się go jakoś zagospodarować.

Dlaczego nikt z tym nic nie robi?

Bo nikomu się nie chce? Bo lepiej jak ci młodzi sobie pojadą i niech nie wracają, żeby nie zaczęli czasem pokazywać, że można tutaj coś pozmieniać?

Nie będę się w tej kwestii teraz rozwijał, może przy innej okazji. Podkreślę tylko jeszcze raz, że tak być nie powinno. Że to marnowanie potencjału.

 

Zakończę za to czymś fajnym. Drugą wiadomością którą dziś rano przysłał mi Aful  🙂  :

Andrzej widać opaczność nas strzeże, dostałem wczoraj telefon że burmistrz Helu nie zezwolił na imprezę w czasie postu, a wiec termin na dziś mam wolny…. Jeśli aktualne to chętnie się podejmę…

Czyli wychodzi na to, że że naszą bokserską imprezę poprowadzi z mikrofonem znakomity wodzirej. Kolejny plus. Tym mocniej zapraszamy!

 

P.S. Wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób chcieliby wesprzeć nas w organizacji imprezy, zapraszamy na spotkanie na naszej salce na warsztatach, w piątek 19 stycznia o godzinie 20:15