„Karcześ”

W Prabutach jest całkiem sporo rzeczy które dają naszemu miastu potencjał rozwoju. Lasy, jeziora, rzeki. Stacja kolejowa. Kilka ciekawych zabytków. Cisza i spokój.

Ale to coś innego jest dla Prabut największym zasobem możliwości. To są niezwykli ludzie, których odkąd pamiętam nigdy tutaj nie brakowało i nie brakuje nadal.

Piotrka Karczewskiego znam od hoohooo, albo i dłużej. Czyli patrząc na to od strony młodzieżowej – z czasów kiedy w Prabutach były jeszcze punkowe koncerty, po ulicach śmigali chłopacy w glanach i flyersach, a widok kilkunastu osób spotykających się wieczorem gdzieś przy Chłopku był zupełnie normalnym.

Specyfiką tamtych czasów i  problemem tamtych chłopaków była kwestia ogolenia łepetyny. Niektórzy nosili punkowe irokezy, inny chodzili łysi, a większości po prostu strzygła się krótko (choć byli też tacy, co włosy zapuszczali). To były czasy kiedy chłopakom nie zależało jeszcze na tym aby „ładnie wyglądać”. Najważniejsze było, aby nie być kudłatym. Na fryzjera jednak albo pieniędzy nie było, albo było je żal wydać. Więc pozostawali koledzy którzy mieli maszynki. Jedną miał Andrzej Płucyś, drugą właśnie Piotrek i trzecią miał ktoś na Kolonii. Właściciele tych maszynek wysłuchiwali koleżeńskie „ostrzyżesz mnie?” równie często, jak zapytanie o wyjście na piwo.

Karcześ zawsze był osobą nietuzinkową, z wieloma pomysłami na życie. Zakład fryzjerski, jeśli dobrze pamiętam, otworzył 8 lat temu. Pamiętam jednak doskonale, że od początku nie traktował tej pracy jedynie jako środka na zarobek. To zresztą nie była jego zwykła praca, lecz przysłowiowy „fach w ręku”, połączenie rzemiosła i sztuki. Od samego początku, jeszcze w wynajmowanym pomieszczeniu przy Hydrosterze, opowiadał, że chce stworzyć zakład wyjątkowy i że chce zostać fryzjerem przez duże F. Takim fryzjerem ze „starych dobrych czasów”.

Pewnie niejeden „szary Kowalski”, zwłaszcza taki co nic sam w życiu nie osiągnął ale za to wszystko potrafi skomentować, powiedziałby wtedy o Karczesiu – „Co ten małolat za dyrdymały opowiada, co on tutaj wymyśla niestworzone rzeczy…”

Tak się składało, że kiedy Karcześ zakład otwierał, to ja właśnie wracałem do Polski, po zrealizowaniu swojego największego życiowego marzenia, które „przeciętni Kowalscy” też zapewne wyśmiewali. Więc wiem, że nie ma „że się nie da” – zwłaszcza dla ludzi zdeterminowanych i wierzących w siebie.

Męski zakład fryzjerski Piotra Karczewskiego jest dzisiaj instytucją chyba popularniejszą niż Urząd Miasta czy położony tuż obok Dom Kultury. Sam Karcześ stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w Prabutach. Ale to nie wszystko. Wspomniałem, że Piotr traktuje swój fach jako coś więcej niż pracę. No i właśnie to „coś więcej” doskonale mu wychodzi.

Od czasu kiedy nauczyłem się samodzielnie strzyc „na cwaniaka”, tematy fryzjerskie są mi zupełnie obce. Ale dzisiaj wieczorem jadę z Karczesiem na fryzjerską imprezę. Chociaż słowo „impreza” chyba tutaj nie pasuje – lepsze będzie „wydarzenie”. Dlaczego?

Bo to wydarzenie to fryzjerskie Mistrzostwa Świata.

W Paryżu, stolicy Francji.

I Karcześ nie jedzie tam jako widz. Karcześ jedzie tam jako Reprezentant Polski. Bo jest członkiem naszej fryzjerskiej kadry narodowej. Chłopak z Prabut. Chłopak który miał marzenia i je dogonił. Można? Oczywiście, że można!!

Jadę z Karczesiem jako tłumacz, więc na koniec dodam coś po francusku. Hasło, które towarzyszyło mi każdego dnia, gdy ja we Francji realizowałem swoje marzenie.

Rien n’empeche. Nic nie może cię zatrzymać.

Więc jedziemy z Prabut podbijać Paryż  🙂

 

P.S.  A tutaj zdjęcie które zamieszczam z pełną premedytacją. Zrobione 10 lat temu, w Jokerze. Chyba obydwu nas można rozpoznać  😉  Wtedy mieliśmy radość i marzenia w sercach, i świat należał do nas. A dzisiaj?

DZISIAJ JEST TAK SAMO  🙂 

NAPRZÓD!