Dni Prabut

13331067_287267848280112_3276692689604917955_n

Wydarzeniem numer jeden minionego weekendu w naszym mieście były Dni Prabut, największa u nas w ciągu roku impreza kulturalno – muzyczna.

Nigdy jakoś nie bylem szczególnym fanem tego wydarzenia. Nie chodzę na nie również teraz, choć jako radnemu, może by wypadało. Uważam jednak, że wybierano mnie nie po to, abym się pokazywał, lecz bym zajmował się sprawami tego miasta.

Co do mojego nikłego zainteresowania Dniami Prabut, to podobne podejście ma ogromna część moich znajomych. Dlatego uważam, że obecność tej imprezy w naszym prabuckim kalendarzu, wcale nie jest konieczna. Jej zorganizowanie sporo kosztuje.

Co wcale nie wyklucza tego, że tegoroczne Dni Prabut należy pochwalić za sprawną organizację. Bardzo dobry też jest wybór nowego miejsca na scenę. Na placu po korcie tenisowym wygląda to lepiej niż na płycie boiska, nie ma przede wszystkim wrażenia pustej przestrzeni.

O gustach się nie dyskutuje, ale cieszę się że nie było disco polo, bo wychowywałem się w czasach, kiedy pierwszy koncert tych rytmów w Prabutach, spotkał się z fruwającymi jajkami. Z drugiej strony, współczuję dyrektorowi PCKiS, bo sprowadzanie „uznanych gwiazd” to sporo gimnastyki, spełniania oczekiwań no i koszty oczywiście. Dlatego ja mam bardzo mroźny stosunek do tzw. branży artystycznej, bo z naszych pieniędzy płaci się artystom duże gaże – moim zdaniem za duże, jeśli wziąć pod uwagę poziom życia przeciętnego Polaka.

Dlatego w sobotę nie poszedłem oglądać „gwiazd” lecz wsiadłem w autobus i pojechałem do Kwidzyna na koncert weteranów punkrocka TZN XENNA. Kapeli z 35 letnim stażem, nie puszczanej ani w radiu ani w telewizorni, a mimo to mającej tysiące fanów. Podejrzewam że w Kwidzynie zagrali za zwrot kosztów przyjazdu z Warszawy. Taka jest różnica pomiędzy „gwiazdami” a tymi, co grają po prostu dla swoich fanów.

Miło, że Dni Prabut zabezpieczali nareszcie ochroniarze z Prabut. Czy miało to wpływ na bezpieczeństwo, tego nie wiem, ale się domyślam, bo żadnych incydentów nie było.

Nie można jednak tego powiedzieć o okolicach imprezy, bo niedaleko kina został pobity chłopak. Przez kogo? Przez tych, co zwykle. Ochroniarze kończący akurat pracę na stadionie oraz autor tych słów, dotarli na miejsce kilka minut po zdarzeniu…

Widząc jak na Dniach Prabut bawią się nasi „biedni”, widać że program 500+ już działa. Gratuluję szczęśliwcom oraz bezrefleksyjnym ofiarodawcom. Ja mam sporo zobowiązań związanych z działalnością gospodarczą, i jak się uda, to w czerwcu może stać mnie będzie na coś więcej niż zakupy w biedronce.

Na sam koniec wrzucę trochę kwaśne jabłko. Nie mam nic przeciwko Senioriadzie, bo trzeba emerytom przyznać, że potrafią się zorganizować i się bawić (mają jednak o tyle łatwiej, że są dotowani z miejskiej kasy). Jeżeli jednak robimy coś dla seniorów, to powinniśmy pamiętać o młodzieży i dzieciach, bądź co bądź, to ci drudzy są przyszłością naszego miasta. A nie da się jakoś szczególnie odczuć, aby ktoś  o nich pamiętał. To uwaga nie do Dni Prabut, ale Prabut wogóle. W niedzielę uczestnicy senioriady otrzymali bony do baru (dlaczego nie mogli po prostu wyciągać pieniędzy z portfela?), a dzieci za nadmuchiwane atrakcje musiały płacić. Taki mały kontrast. Zresztą, oferta dla dzieci zasadniczo nie rzucała na kolana (osobiście dziękuję LOK-owi za fajną mini strzelnicę!). Do emerytów słodkie miny i umizgi robili urzędnicy i niektórzy radni, zaś do młodzieży… no cóż.

Taki już widocznie mamy w Prabutach emerytalny klimat  🙂