Dni Prabut

Mamy właśnie Dni Prabut. Wydarzenie, którym mniej lub bardziej interesuje się spora część mieszkańców. Z tym, że odnoszę wrażenie, jakby tych ludzi było coraz mniej, lub też inaczej – ich zainteresowanie ogranicza się do przekonania, że „znów na pewno nie będzie nic ciekawego”.

Jest też całkiem spora grupa ludzi, którzy otwarcie mówią, że to impreza niepotrzebna. Część z nich, to tacy którym przeszkadza wszystko. Inni twierdzą, że to po prostu zbędny wydatek i zamieszanie, na którym bawią się (albo „się ostro bawią” nieliczni). Jeszcze inni twierdzą, że formuła tej imprezy się po prostu wypaliła. Do takich zaliczam się też ja. 

Wczoraj troche po godzinie 22 wyruszyłem na wieczorne bieganie po Prabutach. Był piękny ciepły wieczór (z tym pokropieniem to niech mnie nikt nie rozśmiesza, kot więcej potrafi napłakać ). Piątek i dzień miejskiej imprezy. Pamiętam czasy, kiedy nawet bez spełniania warunków pogodowo-imprezowych był to już powód, dla którego wychodziło na ulice Prabut dużo młodych ludzi. Wczoraj, na całej trasie z Koloni do Lwów i z powrotem, spotkałem może ze 20 osób, w tym na ławeczce siedzieli panowie, którzy zawsze na niej siedzą, zaś w okolicach Rudej szli tacy, którzy regularnie robią tam zakupy  ;).

Nie będzie zatem naciąganie, jeżeli stwierdzę, że były po prostu pustki. To chyba wiele mówi o obecnych Dniach Prabut. Kiedyś były one magnesem wyciągającym ludzi z domów, nawet tych, którzy nie wiedzieli jaki jest repertuar imprezy. Sam się do takich zaliczałem. Chociaż nosiłem irokeza i glany, to ten dzień był okazją do spotkania jeszcze większej ilości kumpli, z którymi przesiadywało się na wszystkich po kolei ławeczkach w mieście, kończąc nad ranem na Chłopku, przy Lwach czy innym kultowym miejscu. Żałujcie dzisiejsza młodzieży, że nie wiecie jak to smakuje. Dzisiaj Dni Prabut już takim magnesem nie są.

Nie będę oceniał tegorocznego repertuaru, bo impreza mnie po prostu nie interesuje. Dzieci jeszcze nie mam, do bycia seniorem jeszcze mi daleko, muzyki która lubię, na takich imprezach nie uświadczę, okazją do spotkania znajomych też już ta impreza nie jest, jak wspomniałem powyżej. Więc się po prostu nie wybieram. I dodam jeszcze tylko jedną rzecz – Krzysztof Papis musiał się naprawdę nagimnastykować, żeby ściągnąć na te Dni Prabut cokolwiek. Raz, że budżet biedny, dwa, nasze krajowe gwiazdy, gwiazdki i gwiazdeczki, nawet takie grające do lustra lub kotleta, wysoko się cenią.

Tak jak już napisałem – uważam, że Dni Prabut w obecnej formule są bez sensu. Ale zdaje sobie też sprawę, że może być inaczej. Ze sympatycznym byłoby wydarzenie, które wyciągałoby prabucian z domów, ot choćby dla spotkania się ze znajomymi. Bo w innych miastach się udaje. I nie mówię tutaj o bogatym Kwidzynie, ale na przykład o Suszu, Ryjewie, Gardei… Wiem, bo pracowałem na tych imprezach. Więc dlaczego nie u nas?

Co trzeba zmienić? Co do samej imprezy, to nie wiem, rozrywka to nie moja działka (dlatego trudno mi będzie wygrać wybory 🙂  🙂  🙂   ). Ale to co wiem na pewno, to że trzeba zmienić miejsce, bo Estadio Komunale de Polna, to obiekt bez jakiejkolwiek atmosfery. Straszy pustką cały rok, a w Dni Prabut nie jest lepiej.

Więc gdzie?

Jest takie miejsce, idealne na takie imprezy. Na skraju miasta, wygłuszone drzewami, z dużym placem pośrodku, z fajnym klimatem. Jeszcze jest trochę surowe, jeszcze nie ma tam oświetlenia i podłączenia prądu. Ale mam nadzieję, że uda mi się to zmienić. Nie tylko mi zresztą, bo to miejsce ma wielu sympatyków. Mnóstwo prabucian widzi doskonale, że potencjał tego uroczego zakątka Prabut nie jest wykorzystany.

Jeżeli mamy kiedyś mieć fajne Dni Prabut, to jest to miejsce wprost do tego stworzone.

Zgadnijcie Szanowni Czytelnicy, o czym mówię?  🙂  🙂  🙂