Dlaczego wyjechałem z Prabut?

Kiedy powstawał Prabuciak podkreślałem, że ma być on nie tylko moim blogiem, ale też swoistym Hyde Parkiem, gdzie swoje przemyślenia na temat naszej małej ojczyzny mogłyby przedstawiać także inne osoby.

Emigracji z Prabut to temat rzeka. Wyjazdy z naszego miasteczka są w przypadku większości młodych ludzi raczej nieuniknione, co nie oznacza, że nie należy starać się jak największą ilość tych młodych ludzi tutaj zatrzymać.

Prabuty są dla wyjeżdżających ogniskiem wspaniałych wspomnień, ale też często kielichem goryczy. Bardzo przykre jest, że dla najmłodszej generacji wyjeżdżających, wyjazd nie wzbudza często żadnych emocji. Prabuty nie są ich ojczyzną, tylko miejscem gdzie się urodzili.

Poniżej trochę przemyśleń jednego z trzydziestolatków żyjących poza Prabutami…

 

Odkąd pamiętam, Prabuty to było zawsze moje miasto. Urodziłem się w Kwidzynie (jak to większość z nas) i wychowałem się w Prabutach. Od samego początku przez 20 lat. Po tych dwudziestu latach nadszedł czas rozstania. I to rozstanie jestem tematem niniejszego artykułu, który miałem zamiar napisać od dość długiego czasu. Nie odbierajcie go źle. Nie ma on na celu krytykę wszystkiego i wszystkich, ale ma za zadanie pokazać jakie powody mną kierowały, żeby wyjechać z Prabut. Myślę też, że część czytelników, którzy wytrwają do końca tego tekstu odnajdą elementy, które również będą pasować do nich. Przede wszystkim zaś nie oczkujcie wodotrysków, bo część spraw o których piszę jest zupełnie oczywista.

Anonimowość

W małej miejscowości każdy każdego zna. Nie jest to aż tak duży problem, aczkolwiek każdy z nas oczekuje odrobiny prywatności. Miałem dość tego, że na każdym kroku trzeba mówić tak, żeby nie było słychać. Patrzeć tak, aby nie widzieć i zachowywać się tak, jakby mnie nie było. Nie ważne co człowiek mieszkający w Prabutach zrobi, zawsze będzie się o tym mówić. I to nie koniecznie zawsze dobrze. Mimo, że intencje konkretnych działań mogą być najzwyczajniej w świecie bardzo różne. Mnie to osobiście przeszkadzało, że nie mogę zachować choć odrobinę prywatności, takiej ludzkiej, która dawałaby poczucie spokoju…

Tutaj, w Prabutach ciągle nie wypada czegoś robić. Takim przykładem anonimowości jest pomoc. Nie warto pomagać, bo będzie „gadanie, że za mało” – jeśli się nie pomaga to też nie dobrze, bo jak to wygląda w oczach innych. Jeśli jednak człowiek chciałby pomóc, zrobić coś anonimowo – pojawiają się wątpliwości i domysły: Kto? Po co? Za co? W takim momencie zastanawiałem się idąc przez miasto, czy ktoś się nie domyśli, że ktoś będzie publicznie miał coś do powiedzenia oraz nie daj Boże, będzie zarzucał, że zrobione zostało za mało. W większym mieście, w którym mieszkam, nie mam takiego problemu. Mogę być sobą, nikogo nie udawać na pokaz, bo ludzie praktycznie się nie znają.

Oczywiście nie można tego przeciągać w drugą stronę, bo też mam znajomych, też się spotykam publicznie. Tylko z tą różnicą, że w każdej chwili mogę być anonimowy, przestać istnieć jako konkretna jednostka osobowa. I nikt nie patrzy na mnie, jakbym robił komuś krzywdę, jakbym chciał zebrać dla siebie jak najwięcej.

Po części kocham Prabuty za to, jakie są, że ludzie interesują się innymi (pomijając fakt czystej zazdrości lub fakt interesowania się w celach plotkowania). Jednak to nie dla mnie. Potrzebuję więcej swobody, które daje mi duże miasto. Potrzebuję oddechu, który daje mi anonimowość w świecie, gdzie coraz z tym trudniej.

Rozrywka

W Prabutach rozrywka leży, zwłaszcza w kontekście młodzieży. Rozrywka może być pojmowana w różnoraki sposób, jedni lubią sport, drudzy lubią pobawić się na dyskotece a jeszcze inni za rozrywkę uważają najnormalniejsze pójście na piwo ze znajomymi i spędzenie wolnego czasu na pogaduchach o wszystkim i o niczym. Nie ma takiej możliwości, pubów jest mało, sport nie jest dla wszystkich a i nawet kina nie ma, co by na spontana zaprosić dziewczynę na dobry film. Restauracje? Pizzerie? Oczywiście jest gdzie coś przekąsić na szybkiego, ale to tyle. Nie znajduję tutaj miejsca, w którym chciałbym spędzić czas z rodziną czy ze znajomymi na dłużej. Oczywiście można iść w „plener” i też napić się piwa, jak za starych dobrych czasów. Tylko, że takie wyjście zazwyczaj skończyłoby się mandatem. Bo pić piwa nie wolno. Publicznie. Szkoda tylko, że wszystkich szufladkuje się jedną miarą – pijak. No bo w sumie w dzisiejszym świecie nie można pić kulturalnie piwa.

W Prabutach brakuje mi takich miejsc. Brakuje dobrego klubu, gdzie mógłbym się pobawić. Brakuje mi kina, gdzie mógłbym iść na dobry film. No i brakuje mi miejsca, gdzie odbędzie się dobry koncert, na który przyjdą tłumy a nie kilkanaście osób, które są skrępowana samą obecnością na tym koncercie. Tutaj Prabuty mają potencjał. Zagwarantowaniem rozrywki, zwłaszcza młodszym można by przyciągnąć nie tylko samych mieszkańców, ale i turystów, których jednak nie brakuje. Mam nadzieję, że kiedyś, gdy znowu przyjadę odwiedzić rodzinne strony, ujrzę zupełnie inny obraz tego, o czym piszę.

Polityka

Polityka to coś, co zupełnie mnie nie interesuje i chyba nigdy nie będzie mnie interesowało. Tak mam. Po prostu. Dlatego nie lubię wysłuchiwać tego wszystkiego co dzieje się w urzędzie, nie lubię tych wszystkich kampanii, które się odbywają z wielką pompą przed wyborami. I nie narzekam. Na wybór ludu, na brak działań lub na zbyt małe działania. Jak sobie pomyśle, że gdyby każdy w tej materii dołożył coś od siebie (również mówię to o sobie) to byłoby zupełnie inaczej. To jest właśnie to, co w Prabutach mnie odtrąca. Z jednej strony kiełbasa wyborcza, z drugiej strony brak nawet chęci do działania przez innych. Krytykować jest łatwo.

W mieście, w którym mieszkam, również jest polityka. Tylko nie tak nachalna, nie tak bardzo obiecująca złote góry. Dlatego jestem od tego wolny. Nie chcę się udzielać, więc się nie udzielam. Nie wybieram, nie krytykuję, nie narzekam ( no chyba, że sam sobie w myślach nie mówiąc o tym głośno i nie narażając się innym). Mam wielki szacunek do ludzi, którzy sprawują władze i nie ważne czy burmistrz czy też radni są z PO czy z PiS czy z jakiejkolwiek innej partii. Chwała tym ludziom za to, że chce im się coś robić. Dla ogółu, dla mieszkańców. A to, że czasem z różnym skutkiem, to już zupełnie inna bajka. Widocznie tak ma być. Widocznie tym, którzy pozostali w Prabutach to odpowiada.

To co mnie odpycha od Prabut, to mega podziały polityczne, to robienie sobie w tych sprawach pod górkę, jedni drugim. Przecież można działać wspólnie, a efekty byłyby lepsze. Z pożytkiem dla wszystkich. To mnie odpycha w Prabutach. Bo nie chce stawać po jakiejkolwiek ze stron. Opowiedzenie się za jedną z nich, skutkuje wykluczaniem ze strony drugiej. To nie tak ma być. Można różnić się w poglądach, człowiek jest człowiekiem. Ale można ze sobą żyć, w zgodzie, w zdrowej rywalizacji. Tu, gdzie mieszkam nie ma tych podziałów. Widoczne są w sprawach w formalnych, ale każdy po wykonaniu swojego zadania może usiąść, napić się piwa z członkiem innej partii. Innych poglądów i wyznania. W Prabutach tego nie ma. Wielka szkoda. Bo jak to mówią, spotkania nieoficjalne i może te trochę mniej oficjalne łączą ludzi.

Perspektywy

I tutaj kolejne rozczarowanie. Perspektyw brak. Na lepsze jutro, na godziwe zarobki. W Prabutach nie ma pracy. Jeśli takowa się znajdzie, to za marne pieniądze, dzięki którym nie starcza nawet od wypłaty do wypłaty. Wielu ludzi wiąże koniec z końcem: przez nie wykorzystany potencjał jaki niesie za sobą lokalizacja, przez niewykorzystanie warunków naturalnych, przez niedocenianie człowieka, jako wartości niezmierzonej. W dużym mieście mogę wybierać w ofertach pracy, mogę pracować tam gdzie chcę, a nie tam, gdzie tylko mam możliwość. O perspektywach nie będę rozpisywał się za dużo. To jest temat na osobny artykuł, który niewątpliwie kiedyś powstanie.

Koniec. Podsumowanie?

Kocham Prabuty, chciałbym tutaj mieszkać, chciałbym spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi. Nie mogę. Bo Prabuty umierają śmiercią naturalną. Bo nie mogę być tutaj sobą, bo nie mogę się pobawić, bo nie mogę się rozwijać. Kocham Prabuty i tęsknie za tym małym miasteczkiem i mam nadzieję, że kiedyś coś się zmieni. Coś, co sprawi, że będę chciał tutaj wrócić. I zostać na dłużej. Utopia. Aczkolwiek chcę wierzyć, że kiedyś będzie dobrze, że będę z dumą przechadzał się ulicami Prabut i z wielką dumą mówił: TO JEST MOJE MIASTO. Obecnie to jest moje miasto, ale jakby tak trochę mniej.

PS: Ta krótka wypowiedź nie ma na celu obrażania kogokolwiek. \

PS 2: Piszę anonimowo, bo cenię sobie anonimowość. Jeśli ktoś chce porozmawiać ze mną na ten temat, zapraszam do wysłania e-mail: pisarzanonimowy@gmail.com. Chętnie odpowiem na pytania a i nawet będzie możliwość przedstawienia się z imienia i nazwiska.

PS 3: Dzięki wielkie Andrzejowi, za to, że zechciał umieścić moje bazgroły. Może coś wniosą do dyskusji, może nie. Ale musiałem. Musiałem to napisać, bo źle bym się czuł, gdybym tego nie opowiedział.