Dlaczego taki ton, dlaczego taki język…

Zapytano mnie już kilka razy, dlaczego w swoim pisaniu używam brzydkich wyrazów. Zarzucono mi także kiedyś, że zbyt często stawiam sprawy jednoznacznie, że zbyt surowo osądzam, tworzę podziały i daję zły przykład młodzieży, dla której jestem podobno autorytetem.

Zacznę od tego ostatniego. Bycie autorytetem dla kogokolwiek, jest mi potrzebne jak wiolonczela leśniczemu, i podkreślam to na każdym kroku. Nie wydaje mi się zresztą, aby tak było. Każdy człowiek ma mózgownicę, a w niej szufladkę pod tytułem „zdolność oceny”, i niech każdy z niej korzysta. Tym bardziej, że osobników mających ambicje bycia Autorytetami, mamy na świecie całkiem sporo. Żeby było ciekawiej, 99 procent z nich nadaje się do tego równie mocno, co słoń na baletnicę.

Jest oczywiście miłe, kiedy moje pisanie daje komuś do myślenia, taki jest przecież jego cel. Jedyne czego w tym wszystkim chciałbym od młodych ludzi (Jeezu, jak to brzmi, przecie mam dopiero 35 lat…), to wypracowanie sobie własnego zdania. Własnego i konkretnego, z którym nie będą się kryli. Wcale nie musi się ono pokrywać z moim. Marzy mi się,  aby dzisiejsi nastolatkowie wyrośli na pokolenie wolne od powszechnej asekuracji, dwulicowości i obłudy. Na ludzi, którzy nie będą bali się mówić co myślą. Którzy będą potrafili bronić swoich poglądów, a nie tylko stołków i portfela. Którzy będą potrafili powiedzieć głośno : „Uważam, że to jest czarne, a to białe”, zamiast tego, co tak często mamy dzisiaj : „W sumie, to chyba dobrze, ale być może, to i źle”, okraszone fałszywym uśmiechem i kopaniem dołków za plecami.

Porządni ludzie szybciej zapominają o uczciwej kłótni, niż o fałszywym poklepywaniu się po plecach.

Zaś co do brzydkich wyrazów… Choć na codzień klnę jak szewc, to w słowie pisanym wolałbym jednak zachować czystość języka. Problem w tym, że poruszam tematy takie jakie poruszam, i czasami trzeba jednak nazwać rzeczy po imieniu. Nie potrafię w takich sytuacjach posługiwać się zamiennikami. Bladź jest dla mnie bladzią, a nie niespełnioną siostrą miłosierdzia.  Czasami też, trzeba po prostu dosolić. Tak jak kiedyś Józef Piłsudski, który zapytany o swój program polityczny, odpowiedział : „Mój program polityczny? Bić kurwy i złodziei, mości hrabio…”