Dlaczego tak, a nie inaczej?

Był już taki okres w naszym kraju, że media mówiły tylko o sukcesach. Nawet nie tyle o sukcesach, lecz o tym, że jest dobrze, że jest coraz lepiej, a kiedyś będzie idealnie. Zaś na przejściowe i chwilowe problemy wpływu nie mamy. Jeśli już jednak były jakieś tarcia w tej „sprawnej” maszynie, to winni byli zawsze Ci, którzy nie zgadzali się z władzą.

Ten okres pamięta jeszcze większa część naszego społeczeństwa. Nazywał się Polska Rzeczpospolita Ludowa i czym się skończył, to chyba też większość z nas pamięta.

Piszę te słowa na wspomnienie części komentarzy na Facebooku po moich ostatnich wpisach. Komentarzy pod tytułem ” dlaczego ten Ochał się czepia”.

Z jednej strony, jest to w pewien sposób nobilitujące, bo świadczy o zainteresowaniu Prabuciakiem. Gdyby strona była słaba, nikt by jej aż tak zaciekle nie komentował. Kwestia zrozumienia tekstów (jak ktoś mądry powiedział, najczęściej widzimy to, co chcemy widzieć) oraz ich interpretacje, to już sprawa na którą wpływu nie mam.

Jeżeli ktoś twierdzi, że się czepiam lub piszę o bzdurach, to jest to jego prawo. Tak jak moim prawem jest pisanie i przedstawianie swojego punktu widzenia. To przykre, że głośne wyrażanie swoich poglądów w Prabutach niemal natychmiast stawia człowieka pod pręgierzem, nawet jeśli rzucający kamieniami to tylko wąskie grono osób. Byleby pognębić „tego innego”, byleby zabłysnąć. Przykre to, bo marzą mi się Prabuty tolerancyjne, z mieszkańcami którzy potrafią dyskutować i nawet się sprzeczać, lecz szanującymi się nawzajem. U nas jednak zawsze znajdzie się grono oburzonych na to, że ktoś ma własne zdanie.

Mógłbym być teraźniejszą Trybuną Ludu, pisać o pierdołach i wstawiać uśmiechnięte zdjęcia na Facebooka. Zbierałbym „lajki” i budowałbym sobie wizerunek fajnego pozytywnego faceta. Tego, że pewnie do dziś pracowałbym w Gazecie Prabuckiej, nie wspomnę (twierdzenie, że podziękowano mi za współpracę z powodu braku pieniędzy, trochę urąga inteligencji prabucian). Ale nie o to w tym wszystkim chodzi, żeby się ciągle uśmiechać i twierdzić, że wszystko okej, kiedy uczciwość i sumienie mówią inaczej. Dlatego nie przełknę bez mrugnięcia zadłużania gminy. Dlatego nie napiszę o tym, że fajne bo święta i choinka na rondzie świeci. Dla mnie ważniejsze jest to, że w  tym samym świątecznym czasie, w moim mieście, w środku Europy i w XXI wieku, z zimna i zaniedbania umiera człowiek, i to nie żaden degenerat, lecz po prostu człowiek który nie poradził sobie w życiu. Bo o tym nikt inny nie napisze. Dla mnie, od setki „lajków” ważniejsze będzie choć jedno ruszone sumienie.

Zacząłem ten artykuł skojarzeniem z peerelem. Nie twierdzę oczywiście, że Prabuty przypominają tamten okres. Ale budowanie zbyt kolorowego pejzażu i robienie ze mnie idioty przy okazji (jak było przy przekręcaniu mojej troski o finanse gminy przy okazji brania w trybie nagłym milionowego kredytu) jest najzwyczajniej w świecie nie fair, tak jak bardzo nie w porządku jest publiczne stwierdzenie, że niby nie cieszy mnie rozwój gminy, bo dzięki temu trudniej mi będzie wygrać wybory. Cieszy mnie każdy dobrze wyglądający metr kwadratowy Prabut za rozsądne złotówki oraz każde pozytywne zjawisko u nas zachodzące. Wcale też nie muszę zostać burmistrzem, jestem szczęśliwym człowiekiem i mogę realizować się na wielu innych płaszczyznach.

Prowadzę stronę Prabuciak.pl, bo czuję taką potrzebę. Jak stwierdziła niedawno Pani Bożenka, jeszcze nigdy w historii Prabut, mieszkańcy nie mieli możliwości dowiedzenia się tyle o sprawach okołourzędowych. Właśnie dzięki temu, że „młody, niedoświadczony, nieodpowiedzialny” radny nie siedzi cicho na sesjach i nie wcina paluszków, lecz przekazuje wieści mieszkańcom. Spośród kilku internetowych portali mających ambicje pisać o Prabutach zaraz po wyborach, wszystkie jakby zamarły. Krótki również był żywot gazety opozycyjnej do poprzedniej władzy (również krytykującej na lewo i prawo), bo jej redaktor sam objął fotel burmistrza. Zostałem już tylko ja, i wbrew modłom tych, którym stoję ością w gardle, pisać będę nadal, bo uważam, że jest to potrzebne. Swoimi poglądami również się będę dzielił, skoro ktoś ma ochotę to czytać. Pochlebców obecnej rzeczywistości jest tylu, że od jednego Ochałka świat się nie zawali.