Kiedy szmaciarz bije dziecko…

Uprawiam to moje pisanie, żeby informować ludzi o sprawach które dzieją się wokół nich, licząc jednocześnie na to, że dzięki tym publikacjom, nasza rzeczywistość stanie się choć odrobinkę lepsza.

Czasami bodźcem do napisania są radość lub gniew. Kiedy się cieszę lub nie mogę się z czymś pogodzić, piszę o tym, czym chciałbym podzielić się ze światem lub nad czym nie mogę przejść obojętnie.

Nie tylko gniew czy radość popycha do pisania. Czasami jest to także bezsilność. Tak dzieje się teraz.

Przemoc fizyczna nie robi na mnie wrażenia. To kwestia charakteru i wszystkiego co dotychczas przeżyłem. Wiem, że świat jest przesiąknięty wszelkimi formami przemocy. Niestety.

Ale wczoraj na własne oczy widziałem coś, co w normalnym człowieku wzbudza nie tylko sprzeciw, ale wręcz furię i przede wszystkim przerażenie. Widziałem jak pijany menel uderzył malutkie dziecko.

Kwidzyn, godzina 19, środek miasta. Ulicą idzie sobie „rodzinka plus”. On pijany i z butelkami w siatce, ona też najlepszego wrażenia nie robiła. Razem z nimi dwójka malutkich, ledwo chodzących dzieciaków. Jedno z nich w pewnym momencie przykucnęło, wtedy „mężczyzna” ledwo powłóczący nogami wpadł na to dziecko, powodując jego przewrócenie na bruk. Dziecko zaczęło płakać, więc „mężczyzna” zaczął na nie bełkotliwie krzyczeć – a następnie je uderzył…

Kilka sekund zajęło mi wyskoczenie z samochodu i posłanie wiązanki epitetów, więc kiedy byłem przy tym szmaciarzu, zdarzyłem przypomnieć sobie słowa zaprzyjaźnionego policjanta: „Kiedy jesteś osobą rozpoznawalną, nigdy nie stosuj publicznie przemocy. Bo ruszysz gówno, a wyrok dostaniesz jak za człowieka. Dla oskarżycieli i sądu nie robi różnicy…”

Dlatego, chociaż chciałem wgnieść typa pomiędzy kostkę a krawężnik, tylko zadzwoniłem po policję, towarzysząc zdziwionej rodzince aż pod drzwi mieszkania. On nie zrobił sobie z tego niczego, postawił siateczkę po drzwiami, wziął sobie jedno piwko i poszedł dalej chlać. Ona chyba się trochę zreflektowała, zaprowadzając dzieci do sąsiadów.

Policjanci przyjechali po kilku minutach. Typek, który na moją prośbę był obserwowany przez bawiących się obok chłopców, akurat wrócił do domu. Z otwartym piwem w ręku. Szkoda, że w międzyczasie nie był agresywny w stosunku do mnie. Może w ramach obrony koniecznej byłaby okazja wyrwać chwasta. A tak, to skończyło się tylko na spisaniu, sprawdzeniu gdzie są dzieci (u trzeźwej sąsiadki), pouczeniu matki i zrobienia policyjnej notatki. Nie mam pretensji do policjantów. Ich zażenowanie było aż nadto widoczne. Nie jest ich winą, że różni Tuskowie, Komorowscy i różne inne liberealno-nowoczesne imbecyle doprowadzili do tego, że instytucja policji w Polsce przypomina komediowych żandarmów z St. Tropez…

Ludzie mieszkający w okolicy mówili, że to w tej rodzince nie pierwsze tego typu zdarzenie i zapewne nie ostatnie… Ona, matka z dwójką dzieci w odrapanej kamienicy tuż przy głównej ulicy Kwidzyna – i on, według sąsiadów lubiący jej przyłożyć, przybłęda z Prabut. Znam go od dwudziestu lat, od zawsze był głupi, chyba nigdy nie widziałem go trzeźwego.

Browarek dobry jest, „opieka” daje pieniądze, leci dzień za dniem. Rodzinka plus…

To był środek dnia, byli świadkowe, były relacje, że to się dzieje nagminnie.

Pytam się do jasnej cholery, gdzie są instytucje, gdzie są urzędnicy, gdzie są działania systemowe tego kraju???

Pytam się naszych rządzących, kiedy się wreszcie obudźcie i przestaniecie uprawiać rozdawnictwo na lewo i prawo, a zaczniecie realnie usprawniać nasze państwo???

Takich sytuacji kiedy dorośli gotują koszmary dzieciom, gdzie dorośli uczą dzieci powielać tragiczne schematy, takich „rodzinek plus” są w Polsce tysiące.

Może tej kobiecie trzeba po prostu pomóc. Kiedy mówiliśmy, że interweniujemy dla jej dobra, żeby się zastanowiła, widać było łzy

Może przeczyta to ktoś, kto może zainterweniować. Może przeczyta i zapamięta to ktoś, kto w przyszłości będzie miał wpływ, żeby takie rzeczy zmieniać na lepsze.

Można oczywiście założyć czapkę niewidkę i połamać tego typa. Każdy normalny facet ma w duszy taką samą reakcję. Ale czy to coś zmieni?

Jeżeli moje słowa choćby w mikro-minimalny sposób mogą przyczynić się do czegoś dobrego w przyszłości, warto je napisać. Bo bezsilność to jedno, ale ta bezsilność nie oznacza godzenia się ze skurwysyństwem.