Artykuł bez tytułu – bo nie wiem jak to nazwać….

Kiedy zaczynałem moją „karierę” węszącego i piszącego o naszych lokalnych problemach, bałaganach i smrodkach, podejrzewałem że prędzej czy później doczekam się aż ktoś będzie próbował zrobić mi kuku. Nie podejrzewałem jednak, że będą to pogróżki, bo w dzisiejszych czasach ten sposób załatwiania czegokolwiek, to idiotyzm. Nigdy natomiast nie spodziewałbym się, że doczekam się pogróżek w związku z tym, co robię jako radny!!!

W czwartek miało miejsce posiedzenie komisji rewizyjnej Rady Miejskiej. Zwołane w trybie nagłym przez jednego z radnych, zaś jego tematyką było wyjaśnienie nieprawidłowości w PCKiS, o czym sygnał dotarł do radnych w ubiegłym tygodniu. Podejrzewam, że takiego posiedzenia jeszcze w historii Prabut nie było. Albowiem wysłuchiwaliśmy jak główna księgowa tej instytucji wypunktowuje listę nieprawidłowości finansowych i proceduralnych. Słuchaliśmy też  tłumaczeń dyrektora, bo tak naprawdę była to lista zarzutów wobec niego.

Słowo bałagan jako podsumowanie tego co się dzieje w PCKiS, to określenie najdelikatniejsze. Niewykluczone nawet, że skończy się prokuraturą – radni komisji rewizyjnej czekają na oficjalną opinię prawnika w tej sprawie.

Wyszła przy okazji jedna sprawa. Coś, o czym „na mieście” mówiło się już od dawna. Mianowicie, że pewien przedsiębiorca ma w PCKiS duże fory. Oto przykład który przytoczono w czwartek. Latem, kiedy na Murach Zamkowych zniszczono drzwi do piwnic, pani kierownik w trybie błyskawicznym zamówiła wykonanie nowych drzwi w pewnej firmie. Kosztować to miało 800 zł. Księgowa odmówiła wykonania tej transakcji. Nie miała przewidzianych środków na taki wydatek (budżet takiej instytucji, to nie portfel z którego w każdej chwili można wyjąć pieniądze, o czym chyba niektórzy pracownicy PCKiS zapomnieli), poza tym, jak się dowiedziała, inny przedsiębiorca zrobiłby takie drzwi za kwotę 550 złotych. Mimo tego, dostała polecenie służbowe aby taką transakcję zaksięgować (dyrektor i pani kierownik to jej zwierzchnicy). Kiedy drzwi już na Murach wstawiono (o ile można to nazwać drzwiami) inny przedsiębiorca wycenił tę robotę na… 300 zł!!! A zapłacono 800….

W tym momencie zapytałem, jaka firma wykonała te drzwi. Okazało się, że była to firma pana Mosakowskiego, który prywatnie jest partnerem życiowym pani kierownik zlecającej tę robotę, o czym poinformowałem obecnych na sali.

Ciekawych wątków z działalności PCKiS było tego wieczoru więcej. Ale przytaczam ten, bo miał on bardzo ciekawy epilog.

Kiedy wychodziłem z Urzędu, zadzwonił do mnie pan Mosakowski. Jestem ciekaw, skąd miał mój numer i skąd się dowiedział o czym rozmawialiśmy w Urzędzie. Akurat nie mogłem rozmawiać, więc poprosiłem aby zadzwonił później.

Po dwóch godzinach odebrałem kolejny telefon. Domyślcie się Czytelnicy od kogo.Tym razem z pogróżkami. Za to co zrobiłem na posiedzeniu w Urzędzie, mam być podobno „wyruchany” i mam też „uważać za plecami”, czy jakoś tak.

Pogróżki mnie rozbawiły, bo ja się żadnych gryzoni aspirujących do miana gangsterów nie boję. Wprost przeciwnie, zalecam dzwoniącemu, aby zastanowił się z kim chce tańczyć. Ja też wiem co to tango, też mam w szafie podkute obcasy i partnerów do odbijanego.

O sprawie oczywiście poinformowałem policję, Burmistrza i Przewodniczącego Rady Miejskiej. Bo pogróżki dla radnego, to nie jest coś co może pozostać bez echa.

Szanowni Czytelnicy! Czy widzicie do jakiego poziomu doszedł rynsztok w Prabutach, że dzieją się tutaj takie rzeczy? Czy my jesteśmy miasteczkiem w Polsce i Europie, czy też może gdzieś na Kaukazie albo pograniczu Meksyku? Czy taki burdel (tak, tak, powtórzę to głośno – BURDEL) jest normalny?

Moja kadencja radnego potrwa jeszcze dwa lata. Zapewniam, że nie ma takiej siły, która mogłaby mnie wystraszyć albo kupić. Nadal będę robił to co robię, zaś na tej stronie poznawać będziecie kolejne anegdotki związane z naszym miastem. Naszym Miastem, bo wierzę, że to jest mimo wszystko miasto ludzi normalnych i chcących normalności, bez układzików, fałszu i obłudy.

O takie Prabuty będę walczył, choćby nie wiem co.