Amatorski Klub Bokserski

Kiedy miałem 25 lat, pierwszy raz wyszedłem na trening bokserski w prawdziwym ringu. Moim egzaminatorem był mój ówczesny wojskowy dowódca adjutand Albert. Facet postury rumcajsa, lecz z kondycją i siłą konia oraz naturalną zwinnością boksera, który zanim zaczął wymagać, sam zawsze pokazywał, jak to się robi. Typ dowódcy, za którym żołnierze pójdą w każdy ogień.

Egzamin wyglądał tak, że w ciągu minuty dostałem trzy lekkie gongi pomiędzy którymi usłyszałem jeszcze kilka wskazówek. Ale że chciałem jeszcze, zrobiliśmy cały trening, po którym usłyszałem słowa które już we mnie zostały:

„Szkoda, że nie zacząłeś dziesięć lat temu, bo masz talent. Teraz już wielkim mistrzem nie zostaniesz, ale pracuj, to będziesz przynajmniej dobry”.

Kiedy pięć lat później żegnałem się z moim regimentem w Saint Christol, poszedłem uścisnąć prawicę także mojemu byłemu dowódcy. Zapytał mnie wówczas, czy w cywilu, w Polsce, będę kontynuował moją przygodę z boksem. Odpowiedziałem z uśmiechem, że w moim miasteczku nie ma klubu bokserskiego, więc będzie trudno. Na co adjutant-chef Albert popatrzył na mnie i powiedział w klasycznym dla podoficera Legii tonie:

„Jeżeli jeszcze nie ma klubu bokserskiego, to go stwórz. Co stoi na przeszkodzie?”

Tego wieczora, wychodząc po raz ostatni z sali bokserskiej, pomyślałem sobie: Dlaczego nie??? Pieniędzy trochę odłożyłem, ludzie w tych moich Prabutach znajdą się na pewno, ja sam też nie zamierzam zakładać kapci przed telewizorem…

I żeby już nigdy żaden chłopak z Prabut nie usłyszał, że miał talent, ale go nie wykorzystał, bo nie miał gdzie.

Po powrocie do Polski kupiłem dwie wielkie torby sprzętu i poszedłem z moim pomysłem do ówczesnego Burmistrza, Bogdana Pawłowskiego. Dostałem zgodę na korzystanie z Hali Sportowej. Na pierwszy trening przyszło blisko 30 chłopaków. Później były także dziewczyny. Okoliczności „polityczne” sprawiły, że z czasem przenieśliśmy się jednak do mojej piwnicy, gdzie trenujemy do dziś.

Rok temu pracowałem w Wiedniu. Codziennie mijałem siedzibę dzielnicowego klubu sportów walki, wieczorami zaś odczytywałem wiadomości od nie dających mi spokoju młodych chłopaków, którzy dopytywali, kiedy znów będą treningi.

Uznałem wtedy, że chyba przyszedł czas wyjść z tej piwnicy na świat, że my także damy radę zrobić coś poważniejszego. Zacząłem dowiadywać się, jak funkcjonują takie kluby, jak się je zakłada. Wybraliśmy nazwę i barwy, opracowaliśmy statut i zebraliśmy sojuszników. Założyliśmy stowarzyszenie i wystąpiliśmy do życzliwego nam ZGM o udostępnienie pomieszczenia.

Amatorski Klub Bokserski POLONIA Prabuty rusza z kopyta jutro wieczorem. Spotykamy się w naszej siedzibie na warsztatach szkolnych. Przed nami jeszcze dużo pracy, na początek zakasanie rękawów i adaptacja opustoszałej szatni warsztatowej na nasze potrzeby. Marzy nam się salka bokserska w starym stylu, z prawdziwym ringiem. Marzymy o niej i stworzymy ją. Miejsce gdzie będzie unosił się duch sportu i koleżeństwa, miejsce otwarte dla każdego. Tak jak otwartym dla każdego będzie Amatorski Klub Bokserski Polonia Prabuty, który wzorce czerpie z pionierskich dla sportu czasów, kiedy towarzystwa sportowe łączyły zawodników, działaczy i sympatyków w jedną rodzinę. Jestem pewien, że przyjdzie czas kiedy będę mógł o tym napisać jako o fakcie dokonanym. Albo nie będę musiał o tym pisać, bo będzie to dla wszystkich oczywiste. Skąd ta wiara? Źródło jest proste. Prabuty i prabucianie. Razem damy radę.

Zapraszam wszystkich zainteresowanych boksem lub pomocą, na jutro przed warsztaty szkolne o godzinie 19:00.

Do zobaczenia!