2017 – rok zamknięcia Jokera

Koniec starego i początek nowego roku to zawsze okres podsumowań. Jaki był miniony rok w Prabutach?

Były wichury, było pobicie policjanta, było oddanie budynku Pogoni. Ale chyba najbardziej odznaczyło się w minionym roku zamknięcie Baru Joker. Miejsca które na przestrzeni 25 lat działalności stało się kultowym. Ostatni bastion miejskiego klimatu, ostatnie miejsce, gdzie można było wyjść na piwo i spotkać ludzi z którymi można po prostu pogadać o większych i mniejszych głupotach.

Koniec „Dżoksa” odbył się w spokoju, większość jego klienteli dowiedziała się o tym już po fakcie. Jego brak dał się odczuć już w Święta. Tradycyjnie było to miejsce gdzie przychodzili „wszyscy”, zwłaszcza emigranci którzy przyjechali do Prabut na urlop. Wiadomo było, że Joker był miejscem gdzie zawsze spotka się kogoś znajomego. Tak naprawdę, jedynym takim miejscem.

Niby tylko kilka stolików (bardzo charakterystycznych, wykonanych z podstaw maszyn do szycia), miejsca nie za dużo, często kolejka do toalety. No i lokalizacja taka sobie, tuż przy głównej ulicy. A mimo to, była to knajpa wyjątkowa. Z niezwykłym klimatem który był zasługą przede wszystkim Leszka – właściciela, który nigdy nie wyprosił z lokalu żadnych klientów, choćby siedzieli oni do samego rana. Co najwyżej poprosił, czy nie byłoby szansy skończyć, bo już zaczyna świtać…

Gdybym ktoś podjął się napisać historię Jokera, to wyszłaby niezła książka. O tych wszystkich „wpadłem na jedno piwo’ które kończyło się nad ranem, albo wieczorach gdzie o godzinie 23 było jeszcze pusto, a o północy był już prawie tłok… O tańcach na stołach. O Afulowych karaoke. O Mariuszu, Semenie, Gumisiu i kilku innych, których obecność była stałym obrazkiem, niczym meksykanin przy drzwiach w westernowym saloonie. I setkach anegdotek których nie powstydziłaby się żadna z najlepszych knajp na świecie. Dla prabuciaków, Joker był właśnie taką knajpą. Nawet ci, którzy marudzili, że „ojeny, w tym Jokerze, to….”, teraz przyznają, że szkoda.

Wielu z młodych ludzi, dzisiejszych trzydziestolatków, może powiedzieć, że wychowało się na Jokerowym klimacie. Ja należę do tych, którzy zaczęli tam chodzić jako dorośli ludzie (bo młodość spędziliśmy w Pubie u Karola Zulewskiego albo na Chłopku). I spędzili tam wiele przesympatycznych wieczorów. Takich po których człowiek czuł, że Prabuty to niezwykłe miasto. Od kilkunastu lat było to tak naprawdę jedyne takie miejsce w Prabutach. Śmialiśmy się, że Leszek powinien dostawać dotację od Urzędu Miasta, za większy wkład w kulturalny klimat Prabut, niż inne instytucje razem wzięte. O zamianę ciężaru działalności z baru na salę bankietową, nikt nie ma pretensji, tak jak do Karola nikt nie miał pretensji o przenosiny do Kwidzyna. Pewne rzeczy po prostu przemijają.

Ciśnie mi się jeszcze na klawiaturę, że zamknięcie Jokera i brak czegoś w zamian, to kolejny stopień degradacji kulturalnej miasta. Mówię o tej kulturze wieczorowej, związanej z relacjami między ludźmi, z ogniskiem które tych ludzi wieczorową porą skupiało. Pewnie nie wszyscy zrozumieją o czym mowa. Ich problem. Kto chodził, ten wie – i będzie dobrze wspominał.

Od jakiegoś czasu zachodziłem do Jokera rzadziej niż rzadko – no cóż, widocznie się zestarzałem. Ale pozwalam sobie wznieść ten przeterminowany toast za Jokera i wszystkie fajne chwile które tam się wydarzyły. Na zdrowie!

2 thoughts on “2017 – rok zamknięcia Jokera

  • Styczeń 3, 2018 at 2:58 pm
    Permalink

    Wiadomo juz czy powstanie cos w lokalu po Jokerze?

    Reply
    • Styczeń 12, 2018 at 10:17 am
      Permalink

      Podobno lokal chce wykupić/wykupiła sieć Don Corleone… Ale to nie jest sprawdzona wiadomość

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *