100 000

Kilka dni temu strona prabuciak.pl obchodziła małe święto. Licznik odsłon przekroczył sto tysięcy. Tyle razy od grudnia 2015 roku zaglądali tutaj Czytelnicy. Wynik jest chyba niezły, zważywszy na to, że Prabuciak jest tak naprawdę blogiem.

Piszę ten tekst nie po to, aby się pochwalić, lecz aby podkreślić jedną rzecz. Wbrew wszystkiemu, prabucianie interesują się tym, co dzieje się w ich mieście. Tym bardziej jest to godne zauważenia, że Prabuciak nie jest przecież portalem związanym z tym co podobno ludzie lubią najbardziej, czyli o plotkach, bo nie piszę tutaj kto z kim sypia, kto jak się ubiera i kto kogo oszukał po pijanemu. Staram się pisać tutaj o Prabutach jako takich, „przemycając” do tego trochę swojej pasji jaką jest historia (co o dziwo spotyka się z również dużym zainteresowaniem i cieszy mnie to niezmiernie), niekiedy też poprzez klawiaturę daję tutaj upust swojej złości lub radochy. Każdy musi się czasami wygadać, ja to robię poprzez pisanie…

Że to co piszę jest subiektywne? Oczywiście. Przedstawiam tutaj swój punkt widzenia ale też wcale nie oczekuję, że wszyscy muszą się ze mną zgadzać. Na nikogo się za to nie obrażam.

Że nie wszystkim jest w smak to co piszę, jest również oczywiste. Za to o czym tutaj pisałem dostałem już konkretne pogróżki, dwa razy grożono mi sądem, a gdyby od obgadywania za moimi plecami miały mi się czerwienić uszy, to pewnie byłyby już tak rozgrzane jak piece w Hucie Katowice. Pogróżki zakończyły się na słowach (ale ja ich nie zapomniałem 😉 ), do sądu jakoś też się nikt nie pokwapił… Kilka razy w komentarzach na FB próbowano ze mnie robić idiotę jeśli chodzi o sprawy stricte gospodarcze w naszym mieście. Jakoś tak się dziwnie składa, że ostatecznie i tak wychodziła moja racja. Ja już nawet nie muszę bawić się w detektywa, tropiącego „afery” w mieście. Wystarczy patrzeć, żeby widzieć – rzeczy które widzą także inni mieszkańcy. Nie tylko ja dostrzegam, że wiele rzeczy jest w naszych Prabutach całkiem nieokej. Jako radny-bezradny i tak nic z tym nie zrobię, ale dobrze, że mogę chociaż o tym napisać.

Najlepszą laurką jest dla mnie to, że ludzie zwracają się do mnie, abym nagłośnił to czy tamto, nawet jeśli nie zawsze dam radę. Że trudno jest mi przejść przez miasto, aby ktoś nie zagadał w sprawie o której napisałem. Całkiem zaś prześmieszne są sytuacje jak na przykład taka, kiedy pani w pewnym sklepie widząc że wszedłem, nagle zmieniła ton głosu wobec klienta przy kasie, głośno mówiąc „Ja Panu tego alkoholu nie sprzedam, Pan jest pod wpływem…” 🙂    No tak. Żeby później Ochałek nie napisał. Kurczę, ja aż taki nie jestem…

Odbiegłem jednak od tego, o czym miało dzisiaj być. Od zainteresowania sprawami miasta. Dobrze, że ono nadal jest, że ludzi tutaj nie opanowała jeszcze totalna znieczulica na to, co dzieje się wokół. Marzy mi się i wierzę w społeczeństwo obywatelskie w Prabutach. Jeżeli Prabuciak chociaż troszeczkę przyczynia się to jego zalążków, to bardzo się z tego cieszę. Bo taki jest od początku cel funkcjonowania tej strony. Zaangażowanie ludzi, świadomość jak największej ilości spraw wokół nas, dyskusja. Złośliwi wytykają, że moje pisanie to kampania wyborcza. Gdyby tak było, to prowadziłbym najdłuższą kampanię wyborczą w historii Prabut. Ale niektórzy i tak przecież wiedzą lepiej…

Wspominałem już, że bardzo bym chciał, aby Prabuciak – pod taką czy inną nazwą – stał się szerokim portalem społecznym dla wszystkich mieszkańców naszej gminy. Takim informacyjno – dyskusyjnym Hyde Parkiem, gdzie miałby miejsce każdy mający coś ciekawego do powiedzenia, gdzie można by zamieszczać wszystkie ciekawe informacje.

W to też wierzę. Że kiedyś się uda.

Póki co, dziękuję wszystkim Czytelnikom za czas spędzony przy moich tekstach. Rozpoczynamy następne sto tysięcy odsłon, ale póki co, korzystajcie kochani prabuciane z pogody. Sierpień taki ciepły, a na ulicach naszego miasta takie pustki…